Puls Lewantu – twoje źródło wiedzy o Bliskim Wschodzie

Blog poświęcony szeroko rozumianej tematyce Bliskiego Wschodu. Polityka, gospodarka, historia, społeczeństwo.

Est. 2018

Solejmani nie żyje, co teraz?

by | Jan 4, 2020 | Bagdadzka Perspektywa, Bliski Wschód | 0 comments

W nocy z 2 na 3 stycznia 2020 r. amerykańskie drony zaatakowały konwój PMU, tuż obok lotniska w Bagdadzie. W rezultacie zginęło 10 osób, w tym irański generał Ghassem Solejmani z sił Kuds w IRGC oraz Abu Mahdi Muhandis, wiceszef PMU. Iran zapowiedział odwet, a iraccy politycy ogłosili chęć wyrzucenia amerykańskiego kontyngentu z Iraku. Jakie znaczenie dla pozycji USA w regionie i stosunków amerykańsko-irańskich będzie miał ostatni atak?

Sam atak został już dokładnie opisany, dlatego nie mam zamiaru zamęczać czytelnika kolejnym opisem nalotu, zamiast tego artykuł przybierze formę odpowiedzi na pytania, które trapią z pewnością każdego kto słyszał o śmierci Solejmaniego.

Tylko Solejmani?

W relacjach z ataku na konwój PMU nacisk kładzie się przede wszystkim na śmierć Solejamaniego. Nie można jednak zapominać, że tej samej nocy zginął także Muhandis, wiceszef PMU. Dlaczego ma to znaczenie?

PMU, mimo tego że większa część wchodzących w jej skład milicji nie chce podporządkować się Bagdadowi, to stanowi jednocześnie integralną część irackich sił zbrojnych. Atak na PMU to atak na iracką armię. To właśnie taka narracja prowadzona jest obecnie przez pro-irański Fatah (druga największa partia w irackim parlamencie), który żąda wyrzucenia Amerykanów z Iraku.

Od lewej: gen. Ghassem Solejmani i Abu Mahdi Muhandis, źródło: Fars News Agency

Jakie znaczenie ma śmierć Solejmaniego i Muhandisa?

Ogromne. Solejmani – zwłaszcza po wycofaniu się USA z Iraku w 2011 r. i rozpoczęciu wojny domowej w Syrii – stał się de facto drugą – po ajatollahu Chameneim –najbardziej wpływową postacią w Iranie, gdy szło o kreowanie polityki zagranicznej i wojskowej wobec regionu Bliskiego Wschodu (zwłaszcza wobec Syrii i Iraku). To on pomagał w organizowaniu sił PMU w Iraku, czy NDF w Syrii (które siłą i znaczeniem nigdy jednak nie dorównały swoim irackim odpowiednikom). To Solejmani angażował się w planowanie operacji przeciwko wojskom Kalifatu (zarówno w Syrii, jak i Iraku), czy przeciwko syryjskim rebeliantom. Jeśli w Syrii, czy Iraku odbywała się akurat jakaś większa operacja wojskowa, to najczęściej przy linii frontu pojawiał się właśnie Solejmani, który spotykał się z lokalnymi dowódcami i – wiwatującymi na jego cześć – bojownikami. Dla wielu szyitów w Syrii i Iraku Solejmani stał się wręcz legendą, niedoścignionym wzorem.

Jednak Solejmani odpowiadał nie tylko za kontakty z szyickimi bojówkami. Stojąc na czele Sił Kuds – którym powierzono całość zagranicznych operacji wojskowych Iranu – Solejmani odpowiadał także za koordynowanie działań z Rosjanami. To zresztą Solejmani miał być osobą, która w 2015 r. ostatecznie przekonała w Moskwie Władmira Putina do rozpoczęcia interwencji w Syrii.

Śmierć Solejmaniego jest ogromnym ciosem, bo – przez blisko 22 lat, gdy stał na czele Sił Kuds – wykształcił bliskie relacje z różnymi graczami na bliskowschodniej szachownicy. Solejamani był wyjątkową osobą, bo łączył w sobie świetne zdolności wojskowe, z niezwykłą charyzmą i zdolnością szybkiego zjednywania sobie przyjaciół.

Różne pro-irańskie ugrupowania działające na Bliskim Wschodzie nigdy nie wykształciły ścisłych więzi instytucjonalnych z Iranem. Większość tych relacji skupiała się przede wszystkim na wspólnej ideologii lub pewnej doraźnej zbieżności interesów np. Houthi oraz „elastyczności i pragmatyczności” Irańczyków. Tym samym zażyłe relacje osobiste np. między własnie dowódcami Sił Kuds a bojówkami w Iraku, odgrywają kluczową rolę w irańskiej polityce wobec regionu.

Istnieje pewne ryzyko, że po śmierci Solejmaniego pro-irańskie frakcje PMU zmniejszą swój stopień współpracy z Teheranem i przejdą w kierunku nieco bardziej samodzielnych działań. Ryzyko to jest tym większe, ze w tym samym nalocie co Solejmani zginął wiceszef PMU – Muhandis, który de facto był najbardziej wpływową postacią stronnictwa pro-irańskiego w Iraku. Jego śmierć to dodatkowa strata w relacjach między Irańczykami a ich proxy milicjami.

Co prawda Muhandisa zastąpił już Amiri – szef Fatahu oraz weteran wojny irańsko-irackiej (walczył po stronie Iranu), który zasłynął kilka lat stwierdzeniem, że Solejmani to jego najlepszy przyjaciel. Amiri jednak zdecydowanie nie jest to osoba o takiej pozycji i takim autorytecie jak Muhandis.

Dużo ciężej ocenić zmiany w Siłach Kuds, których nowym dowódcą został Esmail Ghani – zastępca Solejamniego od czasu, gdy ten w 1998 r. objął stanowisko szefa Sił Kuds. Ghani jest może mniej rozpoznawalny, jak i mniej charyzmatyczny niż Solejmani, lecz nie bez powodu przez 20 lat był jego prawą ręką.

Jaki los czeka amerykański kontyngent?

W niedzielę, na prośbę premiera Mahdiego, w Iraku odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie parlamentu, na którym ma odbyć się głosowanie dot. wypowiedzenia USA umowy, na podstawie której amerykańscy żołnierze przebywają obecnie w Iraku.

Dla przegłosowania takiej ustawy potrzeba 165 z 239 głosów. Swoje poparcie dla pomysłu ogłosił już Amiri z Fatahu (48 mandatów) i Sadr (54). Prawdopodobnie mogą także liczyc na „Państwo Prawa” Malikiego (25), czy Narodowy Ruch Mądrości Ammara al-Hakima (19). Jednak to nadal zbyt mało, aby pozbyć się Amerykanów – brakuje 23 głosów. Dlatego Fatah musi i jego sojusznicy muszą postarać się o względy byłego premiera Abadiego (43 głosy), partii sunnickich i kurdyjskich. 

USA zdają sobie sprawę z powagi sytuacji i w ciągu ostatnich kilkunastu godzin Mike Pompeo odbył rozmowę zarówno ze spikerem irackiego parlamentu Mohamedem al-Halbousim, prezydentem Iraku Barhamem Salihem oraz prezydentem irackiego Kurdystanu Nechirvanem Barzanim. Rozmowy te miały najpewniej na celu zachęcenie polityków sunnickich (za pośrednictwem Halbousiego) i kurdyjskich (za pośrednictwem klanu Barzanich i kontaktów Saliha w PUK) do zablokowania pomysłu Fatahu. Wydaje się, że Amerykanie mogą liczyć także na ciche wsparcie byłego premiera Abadiego i jego Sojuszu Zwycięstwa (43 głosy).

Dyskusja na temat tego czy pozbyć się Amerykanów z Iraku, de facto dotyczy tego w którym kierunku powinien pójść Irak. Jeśli Amerykanie zostaną wyrzuceni, to Irak zostanie de facto całkowicie uzależniony politycznie od Iranu.

Losy amerykańskiego kontyngentu w Iraku związane są także z szerszymi interesami amerykańskimi w regionie. Przede wszystkim chodzi o kontrakty amerykańskich firm w regionie (np. Exxon ma kontrakt na 53 mld dolarów). Bagdad sam nie wypowie tych kontraktów, bo potrzebuje zachodnich technologii (których Iran nie posiada). Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której Amerykanie zostają wyrzuceni z Iraku za co obkładają Bagdad sankcjami (Irak jest drugim, po Chinach, partnerem handlowym Iranu, i znacznie ułatwia obchodzenie sankcji) – w takim ekstremalnym scenariuszu sam Waszyngton zmusiłby m.in. Exxon do wycofania się.

Ponadto bez wojsk w Iraku, USA nie są w stanie utrzymywać bliskich relacji z irackimi Kurdami, ani zaopatrywać swoich wojsk stacjonujących w Syrii. W takim scenariuszu najwięcej zyska Ankara, która będzie mogła całkowicie uzależnić do siebie iracki Kurdystan (już i tak silnie związany z Turcją gospodarczo i politycznie).

Pytanie jednak czy zablokowanie ustawy Fatahu wystarczy, aby zabezpieczyć amerykański kontyngent w Iraku. Członkowie Fatahu zapowiadają bowiem, że są gotowi zbrojnie pozbyć się Amerykanów ze swojej Ojczyzny. W podobnym tonie wypowiadają się Sadr, który już ogłosił reaktywację Armii Mahdiego, która do czasu rozbicia w 2008 r. walczyła z amerykańską okupacją.

W pozycji Sadra warto zwrócić jednak uwagę, że – w porównaniu z innymi politykami dysponującymi własnymi milicjami – jego pozycja była stosunkowo umiarkowana, gdyż w wydanym przez siebie oświadczeniu wyraźnie podkreślił, żeby „patriotyczne i zdyscyplinowane milicje przygotowały się do obrony Iraku”. To zdaje się sugerować, że Sadr – jak zawsze wyrachowany – sam nie zaatakuje pierwszy, przede wszystkim będzie blisko przyglądał się rozwojowi wydarzeń na linii Waszyngton-Bagdad i w dogodnym momencie włączy się do ewentualnego wyrzucenia (siłą) Amerykanów z Iraku.

Czy Teheran – w obliczu śmierci Solejamniego – zgodzi się na rozmowy z Amerykanami?

Moim zdaniem nie. Śmierć Solejmaniego przekreśliła jakąkolwiek możliwość negocjacji z administracją Donalda Trumpa. Nawet jeśli część polityków irańskich jest zszokowana i w pewnym stopniu wystraszona amerykańskim nalotem, to zdecydowanie odrzucą rozmowy z Amerykanami, aby nie wyjść na przegranych.

Jak Iran odpowie na atak?

To, że Iran odpowie na amerykański nalot jest oczywiste. Pytanie tylko w jaki sposób? Nie spodziewałbym się otwartej konfrontacji na linii Teheran-Waszyngton. Irańczycy odpowiedzą najprawdopodobniej atakami przy użyciu sił proxy np. libańskiego Hezbollahu, Houthi czy PMU. Najbardziej prawdopodobne zdają się być ataki w miejscach, gdzie najmniej spodziewają się tego Amerykanie np. w Libanie, czy Afganistanie. Zresztą nie tylko sami Amerykanie muszą być celami tych ataków, gdyż mogą one być wymierzone np. w KSA czy ZEA. Biorąc pod uwagę znaczenie Solejmaniego w irańskim systemie bezpieczeństwa spodziewałbym się wielu ataków w rożnych, oddalonych od siebie, lokalizacjach przeprowadzonych symultanicznie lub w krótkich odstępach czasu.

Mimo wszystko wydaje mi się, że irańska odpowiedź w samym Iraku jest mało prawdopodobna, gdyż byłoby to zbyt oczywiste, a Amerykanie zbyt przygotowani do odparcia tutaj ewentualnego ataku. Pytanie jednak czy Fatah nie wyjdzie tutaj przed szereg i nie zacznie samodzielnych operacji wymierzonych w Amerykę.

Pytanie jednak, czy najpierw nadejdzie odpowiedź z Iranu, czy może to prezydent Trump zada Irańczykom kolejny cios? Departament Stanu 3 stycznia 2020 r. uznał Asa’ib Ahl al-Haq (pro-irańska milicja w ramach PMU) organizacją terrorystyczną. Jej lider Qaiz Khazali był jedną z osób, która stała na czele pochodu który zaatakował amerykańską ambasadę. Wydaje się, że może on być kolejnym celem Amerykanów w Iraku.

Dołącz do Patronów bloga!

Dołącz do grona Patronów bloga i uzyskaj dostęp Strefy dla Patronów. W każdy weekend na biurkach moich Patronów pojawia się przegląd prasy, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie w minionym tygodniu. Patroni otrzymują także wczesny dostęp do wszystkich treści przeze mnie tworzonych. Na Facebooku istnieje specjalna grupa dyskusyjna dla Patronów Pulsu Lewantu, gdzie wstawiam zakulisowe materiały oraz organizuję tzw. “Wolne Czwartki”.

TOMASZ RYDELEK

TOMASZ RYDELEK

Autor, założyciel Pulsu Lewantu

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Tomasz Rydelek

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Archiwum

error: Nie tym razem, Michale! Ta zawartość jest chroniona!