Puls Lewantu – twoje źródło wiedzy o Bliskim Wschodzie

Blog poświęcony szeroko rozumianej tematyce Bliskiego Wschodu. Polityka, gospodarka, historia, społeczeństwo.

Est. 2018

Protesty w Egipcie

by | Sep 29, 2019 | Bliski Wschód | 0 comments

W piątek, 20 września 2019 r., w Egipcie wybuchła fala antyprezydenckich protestów. Demonstracje miały miejsce nie tylko w Kairze, ale także w innych miastach, znacznie oddalonych od stolicy. Odpowiedź sił bezpieczeństwa była szybka i zdecydowana. Plac Tahrir oraz wiele innych centralnych miejsc w stolicy zostało zamkniętych. Na ulicach pojawiły się wzmożone patrole policji i wojska. Jednocześnie rozpoczęły się masowe aresztowania demonstrantów, opozycjonistów i, stających w ich obronie, prawników. W efekcie do egipskich więzień trafiło ok. 2000 osób. Kim jest mężczyzna który stoi za tymi protestami i jakie konsekwencje protesty mogą mieć dla przyszłości prezydenta Sisiego?

Potentat budowlany… i aktor

Osobą, która stoi za protestami jest Mohamed Ali – egipski potentat budowlany, który przez ostatnie 15 lat miał realizować różne inwestycje na rzecz prezydenta Sisiego i innych, wysoko postawionych członków egipskiego korpusu oficerskiego np. generała Kamela al-Wazira (obecnego ministra transportu). Obecnie natomiast Ali przebywa na emigracji z Hiszpanii.

Na początku września 2019 r. Ali, zaczął wrzucać do sieci filmy, na których otwarcie mówił o skali korupcji jaka toczy egipski obóz władzy. Jego “zeznania” były tym bardziej ciekawe, że – jako dawny beneficjent skorumpowanego systemu – wplatał w swoje rewelacje wiele informacji, które dotychczas nie wychodziły poza wąskie grono obozu władzy. Marnotrawstwo środków publicznych, o którym mówił Ali było aż niewyobrażalne np. twierdził, że jeden z pałaców, przy budowie którego pracowała jego firma, powstał tylko dlatego, że żona Sisiego nie chciała wprowadzić się do pałacu, w którym uprzednio mieszkał Mubarak.

Nagrania Alego szybko obiegły internet i wywołały ogromne poruszenie wśród Egipcjan, z których aż 1/3 żyje poniżej granicy ubóstwa (tj. za mniej niż $1.40/dzień). Popularność Alego była tym większa, że jego nagrania były pełne emocji i charyzmy, na co pewnie pełen wpływ miało to, że zdarzało mu się grać małe role w egipskich produkcjach filmowych. Korzystając ze swojej popularności Ali wezwał swoich rodaków do zorganizowania w piątek, 20 września, “marszu miliona”.

Marsz miliona

Siły bezpieczeństwa postanowiły prewencyjnie zamknąć plac Tahrir (tj. centralny punkt rewolucji 2011 r.), jak i prowadzące do niego drogi. Podobnie postąpiono w przypadku innych centralnych punktów Kairu np. otoczono meczet Al-Fateh, kolejny symbol rewolucji, która położyła kres dyktaturze Mubaraka. Mimo to Egipcjanie byli do tego stopnia zdeterminowani, że i tak licznie wyszli na ulice. Wśród okrzyków jakie wznosili protestujący dało się usłyszeć m.in. “Precz z Sisim”, czy “Precz z reżimem”. Niewątpliwe wiele osób w Kairze musiało poczuć się wtedy jakby miało deja vu, gdyż takie same hasła wykrzykiwane były gdy obalono Mubaraka.

Siły bezpieczeństwa postanowiły rozprawić się z protestującymi jeszcze zanim protesty nabrały na sile. Dlatego już pierwszego dnia protestów, w piątek, doszło do ostrej akcji pacyfikacyjnej, podczas której siły bezpieczeństwa użyć miały nie tylko pałek, armatek wodnych, gumowych kul, ale podobno w niektórych przypadkach także ostrej amunicji. Szacuje się, że tylko tego dnia zatrzymano ok. 750-1000 osób. Do więzień trafili nie tylko prostujący, ale także często przypadkowe osoby, które po prostu przechodziły obok demonstracji. W ręce sił bezpieczeństwa dostał się także np. turecki student czy obywatel Holandii.

Ostra rozprawa z demonstrantami nie zakończyła jednak protestów. Jeszcze do środy, 25 września, dochodziło do regularnych starć z protestującymi i masowych aresztowań. W rezultacie szacuje się, że w ciągu tych 6 dniu protestów, do egipskich więzień trafiło ok. 2000 osób (rząd przyznaje się do 1000 aresztowań). Od środy sytuacja zaczęła się stabilizować, jednak nadal dochodzi do pomniejszych demonstracji, a Sisi po powrocie z Nowego Jorku, gdzie brał udział w obradach ZO ONZ, zapowiedział, że jeśli protesty będą się przeciągać to może “skorzystać ze swojego mandatu społecznego” (tj. przeprowadzić zakrojoną na szeroką skalę akcję pacyfikacyjną).

Plac Tahrir podczas protestów w 2011 r., źródło: Hossam el-Hamalawy, flickr.com

Cenne doświadczenie

Wydarzenia ubiegłego tygodnia pokazały, że Sisi i jego ludzie wyciągnęli dobre wnioski z doświadczeń rewolucji 2011 i 2013 r. Centralne place i inne kluczowe punkty w mieście zostały niemal natychmiast zamknięte. Tym samym protestujący zostali pozbawieni możliwości konsolidacji wokół tych punktów. W efekcie siły bezpieczeństwa nie musiały mierzyć się – tak jak Mubarak – z protestami skupionymi na placu Tahrir, które niczym tocząca się kula śnieżna stale nabierały na sile. Po zamknięciu centralnych lokalizacji ludziom Sisiego pozostało już tylko rozbicie “izolowanych punktów oporu”, co było stosunkowo łatwe. W ten sposób siły bezpieczeństwa zniszczyły potencjalną rewoltę w zarodku. I to własnie ta prewencyjna strategia – “zniszczenie rewolty w zarodku” – przyświecała wszystkim działaniom sił bezpieczeństwa. Od razu starano się izolować wszelkie miejsca, w których protestujący mogli zacząć się gromadzić lub które mogły zacząć nawoływać do buntu np. wspomniany meczet Al-Fateh, który został otoczony przez liczne zastępy policji.

Warto także zwrócić uwagę, że obóz rządzący zwalczał protesty symultanicznie na wielu płaszczyznach. Kordony w policji to jedna rzecz. Druga to czasowe blokowanie niektórych stron internetowych np. Facebook’a czy BBC Arabic. Dodatkowo egipskie media, które de facto znajdują się pod kontrolą rządu, robiły wszystko, aby zniechęcić Egipcjan do protestów np. pokazując archiwalne nagrania spokojnych ulic (tych samych, na których wówczas odbywały się protesty), czy grożąc że plac Tahrir jest otoczony systemem monitoringu, a wszyscy którzy tam się wedrą zostaną aresztowani.

Nowa arabska wiosna

Zeszłotygodniowe protesty były pierwszą tak potężną manifestacją niezadowolenia Egipcjan z rządów Sisiego. W 2016 r. Egipt otrzymał od IMF pożyczkę wartą 12 mld dolarów, w zamian za co rząd miał przeprowadzić głębokie reformy gospodarcze. Sisi zapowiedział wtedy, że dzięki programowi reform sytuacja Egipcjan ulegnie znacznej poprawie. Jednak nic takiego nie nastąpiło – mimo, że dane które zaraz przytoczę zdawałyby się sugerować inaczej.

W wyniku reform faktycznie PKB Egiptu zaczęło rosnąć (w 2018 r. PKB wzrosło o 5,6%), a deficyt budżetowy na 2020 r. ma osiągnąć zaledwie 7,5%. Bezrobocie także spadło z ok. 12,6% w 2016 r. do ok. 7,5% w lipcu br. Jednak to jest tylko jedna strona medalu, bo patrząc na reformy Sisiego z drugiej strony okazuje się, że ciężar reform ponieśli przede wszystkim “szarzy” Egipcjanie np. deficyt likwidowano poprzez obcinanie subsydiów na paliwa i wprowadzanie sprzedaży paliw po cenach rynkowych a nie sztywnie ustalanych przez rząd jak dotychczas. Znaczny wzrost zanotowano także w cenach żywności (w 2017 r. wzrost o ok. 40%). Ponadto w związku z przeprowadzoną w 2016 r. denominacją eksport towarów z Egiptu miał stać się teoretycznie bardziej opłacalny, jednak faktycznie stało się na odwrót, gdyż okazało się że większość rzeczy produkowanych w Egipcie jest oparta na imporcie – odbiło się to mocno na krajowych przedsiębiorcach. W efekcie wiele nierentownych przedsiębiorstw zaczęło być przejmowanych przez wojsko, co w pewnym stopniu przypomina działania IRGC w Iranie. Proceder coraz częstszego angażowania się armii w egipską gospodarkę stał się tak powszechny, że powstał nawet żart, że w Egipcie są dwa rodzaje odnoszących sukcesy przedsiębiorstw: te kontrolowane przez armię oraz te, które wkrótce zostaną przez armię przejęte. Tym samym owoce reform gospodarczych zostały w dużym stopniu zawłaszczone przez obóz rządzący. Dla “szarych” Egipcjan zostały tylko reszty z tortu IMF – tak jak wspomniałem ok. 1/3 Egipcjan żyje poniżej granicy ubóstwa.

Nic zatem dziwnego, że w momencie gdy Mohamed Ali zaczął mówić o przepychu w jakim żyje Sisi i jego współpracownicy, wielu Egipcjan nie wytrzymało i postanowiły zademonstrować swoje niezadowolenie. Jednak warto zwrócić uwagę na przekrój wiekowy demonstrantów. Otóż okazuje się, że wśród zatrzymanych najwięcej było osób w wieku 17-21 lat (dane za MME). Są to osoby, które miały max. 15 lat w czasie gdy obalono Mursiego. Może to oznaczać, że o ile starsze pokolenia mogą nie przepadać za Sisim to jednak w pewnym stopniu szanują go za “stabilizację”, którą zaprowadził w państwie, które w latach 2011-2013 znajdowało się w chronicznym chaosie. Starsi mogą się bać tego, że obalenie Sisiego to powrót do stanu anarchii. Młodsze pokolenie, niepamiętające czasów Mubaraka czy Mursiego, zdaje się jednak być pozbawione tego kompleksu. W ten sposób w miarę upływu czasu i wchodzenia młodszych pokoleń na rynek pracy i do życia politycznego Sisiemu może być coraz trudniej utrzymać się u władzy. Problem może być tym większy, że rok w rok na rynek pracy wkracza ok. 800 tys. młodych Egipcjan. Jest to potężna siła, która może być zdolna, do przeprowadzenia kolejnej rewolucji, takiej jak ta z 2011 r.

Demonstracja egipskiej diaspory pod rezydencją brytyjskiego premiera na Downing Street 10, Londyn, źródło: Alisdare Hickson, flickr.com

Podsumowanie

Ostatnie protesty nie zagrożą władzy Sisiego – przynajmniej póki co. Jednak pokazały one, że napięcia w egipskim społeczeństwie nadal są obecne. Problemy, które legły u podstaw arabskiej wiosny nie zniknęły. One nadal istnieją, “przykryte” płaszczykiem represji ze strony sił bezpieczeństwa. Piłka jest teraz po stronie Sisiego. Jeśli będzie on w stanie zaspokoić nie tylko potrzeby swoich stronników w armii, ale także potrzeby szerokich mas społecznych, to może utrzymać się u władzy jeszcze przez długi czas. Jednak jeśli sytuacja szarych Egipcjan nie ulegnie poprawie, to za 10-15 lat Sisi, mimo ogromnych nakładów na siły bezpieczeństwa, może skończyć tak jak wcześniej Mubarak.

Dołącz do Patronów bloga!

Dołącz do grona Patronów bloga i uzyskaj dostęp Strefy dla Patronów. W każdy weekend na biurkach moich Patronów pojawia się przegląd prasy, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie w minionym tygodniu. Patroni otrzymują także wczesny dostęp do wszystkich treści przeze mnie tworzonych. Na Facebooku istnieje specjalna grupa dyskusyjna dla Patronów Pulsu Lewantu, gdzie wstawiam zakulisowe materiały oraz organizuję tzw. “Wolne Czwartki”.

TOMASZ RYDELEK

TOMASZ RYDELEK

Autor, założyciel Pulsu Lewantu

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Tomasz Rydelek

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Archiwum

error: Nie tym razem, Michale! Ta zawartość jest chroniona!