Puls Lewantu – twoje źródło wiedzy o Bliskim Wschodzie

Blog poświęcony szeroko rozumianej tematyce Bliskiego Wschodu. Polityka, gospodarka, historia, społeczeństwo.

Est. 2018

Kanał Stambulski, czyli dlaczego Erdogan próbuje obejść konwencję z Montreux z 1936 r.?

by | Apr 25, 2021 | Bliski Wschód, Historia, Patronite, Q, Rosja Na Bliskim Wschodzie | 0 comments

Pod koniec marca 2021 r. turecki rząd zaakceptował plan budowy tzw. Kanału Stambulskiego, który miałby połączyć Morze Marmara z Morzem Czarnym, omijając przy tym Cieśninę Bosfor. Zdaniem prezydenta Erdogana Kanał będzie kołem napędowym tureckiej gospodarki i uczyni Stambuł jednym z największych hubów transportowych świata. Erdogan twierdzi także, że do Kanału Stambulskiego nie będzie miała zastosowanie konwencja z Montreux z 1936 r., która ogranicza dostęp statków i okrętów do Morza Czarnego. Czym jest Konwencja z Montreux? Dlaczego Erdogan próbuje ją obejść i czy aby na pewno leży to w interesie Turcji?

Rosja i cieśniny czarnomorskie

Od momentu opanowania Krymu i uzyskania dostępu do Morza Czarnego w XVIII w., Rosja z coraz większym apetytem patrzyła na cieśniny czarnomorskie (Bosfor i Dardanele), kontrolowane przez Imperium Osmańskie. Zdaniem rosyjskich strategów cieśniny były kluczowe dla obrony carskiej Rosji. Wrogie floty, przechodząc przez cieśniny czarnomorskie i desantując swoich żołnierzy na ukraińskich równinach, mogły zaatakować miękkie podbrzusze Rosji. Obawy carskich strategów potwierdziła wojna krymska (1853-1856), która zakończyła się dla cara upokarzającą porażką.

Kwestia cieśnin czarnomorskich pozostała nie tylko jednym z kluczowych punktów rosyjskiej polityki zagranicznej, ale także jednym z bardziej zapalnych punktów południowo-wschodniej Europy. Carska Rosja nigdy nie zrezygnowała z planów ekspansji na południe i podniosła temat cieśnin wkrótce po wybuchu I wojny światowej. Według planów dotyczących powojennego podziału Imperium Osmańskiego, cieśniny czarnomorskie miały przypaść właśnie Rosji. Upadek caratu położył jednak kres rosyjskim marzeniom o Bosforze.

Działania zbrojne podczas wojny krymskiej 1853-1856

Imperium upada

W 1917 r. carska Rosja pogrążyła się w krwawej wojnie domowej i nie mogła odegrać już żadnej znaczącej roli w powojennym kształcie Imperium Osmańskiego. Stambuł natomiast stanął po złej stronie konfliktu i teraz musiał ponieść tego konsekwencje. Wygrana przez wojska Ataturka wojna z Grecją i uniknięcie tym samym wejścia w życie traktatu z Sevres mogły tylko troszeczkę osłodzić Turkom gorycz porażki w I wojnie światowej, która doprowadziła do upadku Imperium.

W 1923 r. zwycięskie mocarstwa podpisały z nowo utworzoną Republiką Turecką traktat w Lozannie. Na jego podstawie Bosfor i Dardanele zostały ogłoszone strefę zdemilitaryzowaną. Jednocześnie cieśniny czarnomorskie zostały otworzone dla niemal nieograniczonego ruchu statków i okrętów wojennych. Powołano także specjalną międzynarodową komisję, która miała kontrować przestrzeganie traktatu.

W końców lat 30., gdy sytuacja polityczna w Europie zaczęła stawać się coraz mniej stabilna, a działania Włochów na Morzu Śródziemnym i Niemców na kontynencie coraz agresywniejsze, Turcja wystąpiła z propozycją rewizji traktatu z Lozanny. Rezultatem tureckiej inicjatywy było podpisanie tzw. Konwencji z Montreux w 1936 r.

Postanowienia traktatu z Lozanny z 1923 r.

Konwencja z Montreux

Nowa konwencja zlikwidowała międzynarodową komisję i przekazała władzę nad cieśninami w ręce Turków, którzy z powrotem mogli ufortyfikować cieśniny. Statki handlowe utrzymały nieograniczony przepływ przez cieśniny, jednak ruch okrętów wojennych został znacznie ograniczony.

Przede wszystkim Konwencja wprowadziła rozróżnienie między okrętami wojennymi państw czarnomorskich (tj. posiadających dostęp do Morza Czarnego) i nieczarnomorskich. Według art. 18 Konwencji łączna wyporność okrętów państw nieczarnomorskich znajdujących się jednocześnie na Morzu Czarnym nie może przekraczać łącznie 30.000 ton. Jednocześnie okręty wojenne państw nieczarnomorskich nie mogą przebywać na Morzu Czarnym dłużej niż przez 21 dni.

Konwencja wprowadziła także maksymalną liczbę okrętów (łącznie państw czarnomorskich i nieczarnomorskich), które mogą jednocześnie przepływać przez cieśniny. Może to być maksymalnie 9 okrętów, a ich łączna wyporność nie może przekraczać 15.000 ton. Przy czym od tego jest jeden ważny wyjątekpojedyncze okręty państw czarnomorskich mogą mieć wyporność większą niż 15.000 ton, pod warunkiem że nie są one lotniskowcami.

Co ważne Konwencja z 1936 r. jako „cieśniny” określa łącznie: Dardanele, Morze Marmara, jak i Bosfor. Za każdym razem gdy Konwencja posługuje się słowem „cieśniny” chodzi o te trzy obszary łącznie.

W ten sposób Konwencja faworyzuje państwa czarnomorskie, dając im względnie nieograniczony dostęp do Morza Śródziemnego. Pozycja państw nieczarnomorskich jest dużo słabsza i sprawia że pobyt ich floty wojennej na Morzu Czarnym podlega nie tylko ograniczeniom ilościowym (30.000 ton wyporności), jak i czasowym (maksymalnie 21 dni). Każda operacja państwa nieczarnomorskiego na wodach tego akwenu staje się w ten sposób logistycznym koszmarem.

Na żółto zaznaczono cieśninę Dardanele a na czerwono Bosfor

Turecki strażnik

Jak wspomniałem Konwencja z 1936 r. stawia Turcję w bardzo uprzywilejowanej pozycji. Turcja, jako posiadająca zarówno porty czarnomorskie jak i śródziemnomorskie, de facto nie podlega ograniczeniom Konwencji. Konwencja stawia Turcję w tym lepszej pozycji, że nakłada duże ograniczenia na ruch okrętów wojennych należących do innych państw – w szczególności należy podkreślić, że Konwencja z 1936 r. jest dużo bardziej restrykcyjna niż oenzetowska Konwencja o prawie morza z 1982 r., która także reguluje ruch okrętów przez cieśniny.

Konwencja z 1936 r. ma jeszcze jedną zaletę. Otóż ograniczając ruch przez cieśniny doprowadziła ona do sytuacji, gdy Morze Czarne – w odróżnieniu od innych akwenów – nie jest „obszarem podwyższonego ryzyka”, tj. teatrem ciągłych tarć między marynarką rosyjską a amerykańską. Konwencja z Montreux de facto położyła kres tzw. problemowi cieśnin czarnomorskich, który od końca XVIII w. pozostawał jednym z punktów zapalnych Europy południowo-wschodniej.

Budowa Kanału Stambulskiego może jednak wkrótce zmienić tę sytuację i doprowadzić do odżycia problemu cieśnin na nowo. Dlaczego?

Kanał Stambulski

Prezydent Erdogan twierdzi bowiem, że przepływ przez Kanał Stambulski nie będzie objęty reżimem Konwencji z 1936 r. Politycy rządzącej AKP uzasadniają to faktem, że w momencie podpisania Konwencji, Kanał nie istniał, więc nie może być też objęty reżimem Konwencji z 1936 r. Argument ten nie jest jednak do końca trafny, bo o ile Kanał Stambulski nie istniał to Konwencja z 1936 r. dotyczy nie tylko cieśniny Bosfor (którą nowy Kanał ma ominąć), ale także Dardaneli i Morza Marmara. Każdy statek czy okręt państwa nieczarnomorskiego, który będzie chciał przepłynąć przez Kanał Stambulski będzie musiał najpierw przejść przez Dardanele, objęte reżimem z 1936 r.

Turcja może oczywiście próbować zachęcić sygnatariuszy Konwencji z 1936 r. do rewizji układu. Wydaje się jednak, że wszelkie inicjatywy w tym zakresie zostaną natychmiast zablokowane przez Rosję, jednego z głównych beneficjentów (obok Turcji) ograniczonego dostępu do Morza Czarnego. ZSRR, którego sukcesorem prawnym jest Rosja, było bowiem stroną Konwencji z 1936 r.

Moim zdaniem jeśli Turcy chcą wyjąc Kanał Stambulski spod reżimu Konwencji z 1936 r. muszą powołać się na klauzulę rebus sic stantibus, czyli zasadniczą zmianę okoliczności, nieprzewidzianą w momencie podpisywania umowy z 1936 r. W tym kierunku idą także tureckie analizy prawne. Powołane się na tę klauzulę doprowadziłoby jednak do wygaśnięcia całej Konwencji z Montreux a nie tylko jej części.

Planowany przebieg Kanału Stambulskiego

Co po Montreux?

Wygaśnięcie Konwencji z Montreux wydaje się największym problemem, gdyż wtedy status całych cieśnin czarnomorskich należałoby uregulować na nowo. Teoretycznie w miejsce Konwencji z Montreux powinna wejść wspomniana już oenzetowska Konwencja o prawie morza z 1982 r., która pozwoliłaby flotom wojennym państw nieczarnomorskich na swobodne wpływanie na wody Morza Czarnego. Problem jednak jest taki, że Turcja nie jest stroną Konwencji z 1982 r. Mało tego, Turcja nie jest także stroną oenzetowskiej konwencji o Prawie Traktatów z 1986 r., która reguluje m.in. wygaszanie umów międzynarodowoych. Wszystko to powoduje, że Turcy dokonując rewizji statusu cieśnin czarnomorskich będą poruszać się po bardzo grząskim gruncie i legalność ich kroków może być łatwo podważana przez inne państwa – w szczególności przez Rosję.

Wydaje się, że w takiej sytuacji Turcja będzie starała się jednostronnie uregulować status cieśnin i narzucić swoje rozwiązanie innym krajom. Może to doprowadzić do ogromnych tarć, zwłaszcza na linii Rosja-Turcja i Rosja-USA. Amerykanie prawdopodobnie opowiedzieliby się za otwarciem Morza Czarnego dla okrętów wojennych państw nieczarnomorskich, co natychmiast doprowadziłoby jednak do ostrej reakcji Moskwy, uważającej – tak jak w czasach caratu – że poluzowanie restrykcji na cieśninach mogłoby odsłonić miękkie podbrzusze Rosji. Sprawa cieśnin czarnomorskich znowu stałaby się jednym z punktów zapalnych południowo-wschodniej Europy, a Rosja i Turcja wróciłyby do dawnej czarnomorskiej rozgrywki, dobrze znanej z XIX w.

Dlaczego Erdogan tak naciska na budowę Kanału Stambulskiego?

Po raz pierwszy sprawa Kanału Stambulskiego została podniesiona przez prezydenta Erdogana w 2010 r., gdy był jeszcze „tylko” premierem kraju. Przez lata ekipa rządząca nie zrobiła jednak wiele dla powstania Kanału. W zasadzie dopiero w 2018 r. podjęto pierwszą konkretną decyzję, zatwierdzając przebieg nowego Kanału.

Prezydent Erdogan stara się przedstawić budowę Kanału jako konieczność, wynikającą z rosnącego ruchu przez cieśninę Bosfor. Nowy Kanał ma stać się także kołem napędowym tureckiej gospodarki i uczynić Stambuł jednym z największych hubów transportowych świata. Prawdziwe motywy budowy Kanału są jednak nieco szersze. Turcji – cierpiącej z w powodu braku twardej waluty – zależy bowiem również na ściągnięciu do kraju zagranicznych inwestorów, którzy wezmą udział nie tylko w budowie samego Kanału, ale także ekskluzywnych dzielnic po obu stronach Kanału Stambulskiego.

Nie bez przyczyny Erdogan twierdzi także, że Konwencja z Montreux z 1936 r. nie będzie miała zastosowania do Kanału Stambulskiego. Jest to jedna z wielu podejmowanych w ostatnim czasie przez Turków prób naprawienia relacji z Ameryką. W ostatnich latach Turcja próbował “flirtować” z Rosją i używać “rosyjskiej karty” w swoich relacjach z Ameryką. Z perspektywy czasu widać jednak, że to Rosja rozgrywała Turcją a nie na odwrót. Ryzykowna gra Erdogana doprowadziła nie tylko do pogorszenia stosunków z Ameryką, ale – co ważniejsze – zaszachowania Turcji na wielu frontach (Syria, Libia, Kaukaz) przez Moskwę. W najlepszym interesie Turcji leży zmiana tego niekorzystnego układu, tj. naprawa relacji z Ameryką i podjęcie otwartych działań antyrosyjskich, które zrównoważą wpływ Moskwy na tureckie działania w Syrii, Libii i na Kaukazie. Najłatwiej jest natomiast uderzyć w Rosję na Morzu Czarnym. Dlatego też w ostatnich miesiącach widać ponowne ożywienie kontaktów na linii Ankara-Kijów i dlatego też prezydent Erdogan tak naciska na budowę Kanału Stambulskiego i na to, że do tej nowej drogi wodnej nie będzie miała zastosowanie Konwencja z Montreux.

Konwencja z 1936 r. stawia Turcję w bardzo uprzywilejowanej pozycji. Jednak obok Turcji jej głównym beneficjentem jest Rosja. Układ z 1936 r. ograniczając dostęp państw nieczarnomorskich do cieśnin jest głównym gwarantem hegemonii rosyjskiej floty czarnomorskiej na tym akwenie. Można w zasadzie pokusić się o stwierdzenie, że Konwencja z 1936 r. uczyniła z Morza Czarnego wewnętrzne jezioro Rosji. Rosyjska pozycja umocniła się zwłaszcza po zajęciu Krymu w 2014 r.

Od lat Amerykanie próbują zdobyć stały przyczółek nad Morzem Czarnym, ale Konwencja z 1936 r. im w tym przeszkadza. To właśnie przez Konwencję, amerykańska obecność na Morzu Czarnym podczas wojny w Gruzji i na Ukrainie była mocno ograniczona. Gdyby pozbyć się Konwencji z 1936 r., Amerykanie mogliby rozmieścić część swojej floty bezpośrednio u wrót Rosji.

Kwestionowanie zastosowania Konwencji z Montreux z 1936 r. jest jednak moim zdaniem bardzo kontrowersyjne – tak z punktu widzenia prawa międzynarodowego, jak i bezpieczeństwa regionu. Wygaśnięcie Konwencji z 1936 r. może doprowadzić do ostrych sporów na tle statutu cieśnin czarnomorskich i kolejnych agresywnych działań ze strony Rosji.

Oczywiście ten argument można zbić twierdząc, że Rosja już teraz podejmuje bardzo agresywne działania w regionie Morza Czarnego np. wojna w Gruzji czy na Ukrainie. Trzeba jednak zadać sobie pytanie: czy stała baza amerykańskiej marynarki nad Morzem Czarnym zmusi Rosję do ograniczenia swoich prowokacji? Moim zdaniem nie. Szybciej doprowadzi to do wyścigu zbrojeń na Morzu Czarnym i jeszcze dalszej destabilizacji regionu.

TOMASZ RYDELEK

TOMASZ RYDELEK

Autor, założyciel Pulsu Lewantu

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Tomasz Rydelek

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Archiwum