Puls Lewantu – twoje źródło wiedzy o Bliskim Wschodzie

Blog poświęcony szeroko rozumianej tematyce Bliskiego Wschodu. Polityka, gospodarka, historia, społeczeństwo.

Est. 2018

W ostatnich dniach Syryjska Armia Arabska (SAA) nieustannie atakuje ostatnią zbuntowaną prowincję – Idlib. Turcy desperacko próbują zatrzymać pochód wojsk Asada przy pomocy środków dyplomatycznych, jednak ich nadzieje pokładane w Rosjanach okazują się płonne. Kto tak naprawdę stoi za ofensywą SAA? Rosja, Iran, a może sam Asad? Jakie znaczenie Idlib ma dla Turcji i czy upadek prowincji mógłby oznaczać koniec rządów AKP w Turcji?

Porozumienie z Soczi

Dnia 30 kwietnia 2019 r. Syryjska Armia Arabska (SAA) rozpoczęła operację „Świt Idlib”, atakując ostatnie pozycje rebelianckie w prowincji Hama – łącznie nazywane „wybrzuszeniem Morek”. Walki, przerywane co chwilę rosyjsko-tureckimi zawierzeniami broni, trwały przez ok. 4 miesiące. Ostatecznie jednak armia rządowa odniosła całkowite zwycięstwo wypędzając rebeliantów z Morek i tym samym zabezpieczając północne podejście do miasta Hama. Jednak to nie jedyny sukces, który odniosła wtedy SAA.

Damaszkowi udało się bowiem pokonać wtedy swoistą „barierę psychologiczną”, którą stanowiły tureckie posterunki obserwacyjne rozmieszczone na całej długości frontu. Otóż od 2017 r. Turcy zaczęli rozmieszczać na terenach kontrolowanych przez rebeliantów posterunki obserwacyjne, które miały monitorować zawieszenie broni między obiema stronami. Ostatecznie powstało 12 takich posterunków, a w 2018 r., na mocy porozumienia z Soczi, Rosjanie pozwolili nie tylko na ich dalsze istnienie, ale także na ich znaczącą rozbudowę w tym ufortyfikowanie.

W miesiącach poprzedzających operację „Świt Idlib” Damaszek unikał ataków przeciwko rebeliantom, obawiając się tureckiej reakcji w momencie gdyby SAA przekroczyła obszary monitorowane przez załogi tureckich posterunków. Jednak, gdy Rosjanie zaczęli coraz bardziej frustrować się niezdolnością Turcji do rozbrojenia dzihadystycznych ugrupowań panoszących się po Idlib (do czego Turcja zobowiązała się umową z Soczi), postanowili wesprzeć Asada w ofensywie na Idlib. Dysponując rosyjskim wsparciem Damaszek postanowił “postawić się” Turkom i spróbować swoich szans.

Ryzyko podjęte przez Asada opłaciło się. Turcja nie zareagowała na syryjską ofensywę, a ostatecznie posterunek TSK pod Morek (wraz z załogą) został okrążony przez SAA.Widmo bezpośredniego starcia między Turkami a Syryjczykami zawisło w powietrzu, jednak na miejscu szybko pojawiła się rosyjska żandarmeria wojskowa rozdzielając zwaśnione strony.

Turecki konwój pod Manbij, źródło: VOA, Domena Publiczna

Ankara jest zakłopotana

Początkowo Turcy nie przywiązywali zbyt dużej wagi do operacji „Świt Idlib”, czy nawet okrążenia posterunku w Morek. Jak zgubne było to myślenie miało okazać się już wkrótce.

Pod koniec grudnia 2019 r. Damaszek rozpoczął II fazę „Świtu Idlib”, tym razem stawiając sobie za cel opanowanie strategicznej autostrady M5 (Damaszek-Aleppo) oraz przecięcie fragmentu autostrady M4 (Latakia-Saraqib-Aleppo-Kamiszlo). Centrum ofensywy SAA stało się miasto Saraqib, pod którym M4 i M5 krzyżują się. Przez lata Saraqib było centrum zaopatrzeniowym rebelii wykorzystywanym do przerzucania sprzętu wojskowego z Idlib na południe, pod Hamę i na północ pod Aleppo. Zdobycie miasta przez SAA byłoby de facto największym ciosem zadanym logistyce wojsk rebelianckich od początku wojny.

Syryjska ofensywa okazała się całkowitym zaskoczeniem dla rebeliantów, którzy przytłoczeni rosyjsko-syryjską przewagą ogniową już w pierwszych dniach zostali zmuszeni w wielu miejscach do odwrotu. Równie zaskoczeni operacją byli Turcy. Widząc pełzającą klęskę rebeliantów, Ankara zaczęła naciskać na Moskwę, aby ta wymusiła na Asadzie zawieszenie operacji, jednak bezskutecznie. Jakby tego było mało 21 grudnia 2019 r. w syryjskie okrążenie dostał się kolejny turecki posterunek – tym razem pod Sarman.

Rezultat II fazy “Świtu Idlib”, stan na 7 lutego 2020 r., źródło: MrPenguin20, WikiMedia, CC 4.0.

Putin ląduje w Damaszku

Paradoksalnie szybkie postępy SAA miały wzbudziły obawy Rosjan, czyli głównych pomysłodawców I fazy operacji „Świt Idlib”. Moskwa rzekomo miała zacząć się obawiać, że opanowanie drogi M5 środkami militarnymi może doprowadzić do upokorzenia Turcji i tym samym osłabienia rosyjsko-tureckich relacji, która – na poziomie strategicznym – ma dla Rosjan większe znaczenie niż ich partnerstwo z Damaszkiem. Taki niemrawy nastrój Moskwy zdają się potwierdzać źródła w prasie arabskiej.

Otóż, 7 stycznia 2020 r., gdy na froncie w Idlib zaczęło już dochodzić do pierwszych przełamań, prezydent Putin wylądował w Syrii, gdzie spotkał się z Asadem. Według źródeł arabskich, Putin miał przedłożyć Asadowi turecką propozycję zawieszenia broni, pytając Asada czy zgodziłby się na nią. Syryjski prezydent miał jednak odpowiedzieć zdawkowo „zobaczymy”. Skąd taka pewność Asada?

Najprawdopodobniej podyktowane było to kilkoma powodami:

  • 3 stycznia w Bagdadzie zginął irański gen. Solejmani (szef sił Kuds w IRGC), a wzrost napięcia na linii Waszyngton-Teheran przykuł uwagę całego świata. Mało kto zwracał wtedy uwagę co robi syryjski dyktator. Ba, nawet wizyta Putina w Damaszku, wzbudziła bardzo małe zainteresowanie w zachodniej prasie;
  • Tymczasem siły syryjskiej rebelii były znacznie osłabione. Hayat Tahrir al-Sham (HTS), po porażkach z SAA (wyparcie z Aleppo, Hamy, stałe bombardowania) i walkach wewnętrznych w Idlib (z pro-tureckimi rebeliantami), stał się dominującym ugrupowaniem w Idlib, jednak brak możliwości stałego uzupełniania strat (zwłaszcza materiałowych) doprowadził do tego, że HTS stał się cieniem własnej potęgi  – uzbrojonym głównie w broń lekką, niezdolną do zatrzymania syryjskich sił pancernych i lotniczych (nawet jeśli przestarzałych). Tymczasem pro-tureckie ugrupowania, które mogły liczyć na stałe wsparcie ze strony Turcji w większości opuściły już Idlib i przeniosły się ne tereny pod bezpośrednią kontrolą Turcji (np. do Afrin) lub wyruszyły do Libii, gdzie pod koniec 2019 r. Turcy zaczęli przerzucać część swoich „syryjskich sojuszników”. W ten sposób Idlib stało się de facto bezbronne w starciu z semi-regularną armią Asada, która mimo własnych niedostatków, stała kilka klas wyżej od “zbieraniny z Idlib”;
  • Na postawę Asada wpływ mogła mieć także wizyta wiceprezydenta Syrii ds. bezpieczeństwa Alego Mamlouka w Iranie, na dzień przed wizytą Putin w Syrii. Szczegóły rozmów Mamlouka z Irańczykami nie są znane, jednak najprawdopodobniej Teheran zapewnił Asada o swoim całkowitym poparciu dla ofensywy w Idlib. Świadczyć może o tym fakt, że w połowie stycznia pod Aleppo doszło do otworzenia drugiego frontu, na którego szpicy stanęła 4. Dywizja Pancerna SAA oraz pro-irańskie bojówki np. Liwa al Fatemjum, która ostatni raz aktywnie angażowała się w walki w tym regionie w 2018 r.
Prezydenci Putin i Assad podczas ostatniego spotkania w Syrii, źródło: kremlin.ru

Karawana jedzie dalej

Wizyta Putina okazała się bezowocna. Damaszek nie wstrzymał swojej ofensywy i zaczął stopniowo zabezpieczać kolejne fragmenty autostrady M5. 28 stycznia padło miasto Marat al Numan, a już 6 lutego strategiczne Saraqib. Jednocześnie SAA wzięła w okrążenie kolejne 3 tureckie posterunki (z 12 uzgodnionych w Soczi) oraz kolejne 5 posterunków naprędce ustawionych przez Turków wokół Saraqib.

Ofensywa SAA wyraźnie rozwścieczyła Erdogana, który jeszcze 29 stycznia grzmiał, że Rosja nie przestrzega postanowień umowy z Soczi i groził, że jeśli Rosjanie nie zmuszą Asada do zatrzymania ofensywy, to Turcy zrobią to własnymi rękoma.

Przełomowym momentem okazały się jednak wydarzenia z 3 lutego, gdy SAA – przygotowując się do szturmu na Saraqib – zaatakowała turecki konwój, zabijając 7 żołnierzy TSK i jednego cywilnego kontraktora. Turcy odpowiedzieli ogniem, jednak dokładne straty syryjskie nie są znane (według Turków w tym ataku odwetowym zginęło ok. 76 żołnierzy SAA, co wydaje się zawyżoną liczbą). Bezpośrednia konfrontacja syryjsko-turecka na całej długości frontu zaczęła wisieć w powietrzu.

Po ataku pod Saraqib Turcy postanowili wziąć sprawy we własne ręce. Jeszcze tego samego dnia granicę turecko-syryjską przekroczył pierwszy turecki konwój. Przez cały następny tydzień (3-9 lutego) TSK wzmacniała swój kontyngent w Syrii. Według źródeł rebelianckich, w tym czasie Turkom udało się wysłać do Idlib ok. 5.000 żołnierzy oraz ok. 1.240 pojazdów – w tym haubice T-155 Fırtına, czołgi Sabra oraz transportery ACV-15. Jednocześnie 5 lutego Erdogan publicznie wystosował wobec Asada ultimatum, grożąc że jeśli do końca lutego SAA nie wycofa się na pozycje, które zajmowała przed ostatnią ofensywą, to Turcja będzie interweniowała.

Do tej pory TSK wstrzymała się jednak z jakimikolwiek działaniami ofensywnymi przeciwko SAA. Najprawdopodobniej ze względu na fakt, że Turcy nadal liczyli – i liczą – że spór z Asadem uda się rozwiązać przy pomocy rosyjskich mediacji – 9 lutego w Ankarze wylądowała rosyjska delegacja, która miała po raz kolejny znaleźć sposób na pokojowe rozstrzygnięcie sporu wokół Idlib. W międzyczasie doszło jednak do kolejnego „przykrego incydentu” – SAA ostrzelała pozycje tureckie pod Taftanaz, zabijając 6 żołnierzy TSK.

Pod koniec poniedziałku, 10 lutego, gdy ten tekst jest pisany, sytuacja w Idlib zdaje się być dramatyczna. Rosyjska delegacja zakończyła spotkanie z Turkami bez osiągnięcia kompromisu. Tymczasem SAA nadal prze w głąb Idlib, a TSK wysyła kolejne konwoje do tej ostatniej zbuntowanej prowincji.

Dlaczego Idlib jest ważne dla Turków?

Idlib pełni ważną rolę tak w tureckiej strategii bezpieczeństwa wewnętrznego, jak i w rozgrywkach Erdogana na krajowej scenie politycznej – zacznijmy jednak od tego drugiego aspektu.

Erdogan od wielu lat próbuje wykorzystywać Syrię do ukrywania realnych problemów, z którymi boryka się Turcja. W tym sensie można powiedzieć, że Erdogan prowadzi skrzętnie przemyślany “outsourcing problemów wewnętrznych Turcji do Syrii” (bardzo lubię to określenie).

Erdogan wykorzystuje wojnę w Syrii instrumentalnie, do pobijania ratingów wyborczych – swoich i AKP. Według sondaży z 2019 r. 51% Turków popiera zbrojne angażowanie się w konflikt syryjski – ten odsetek jest prawdopodobnie dużo wyższy wśród wyborców AKP, który od dawna są oczkiem w głowie tureckiego prezydenta.

Erdogan przeprowadzając kolejne interwencje zbrojne (tj. operacje Tarcza Eufratu, Gałązka Oliwna czy Źródło Pokoju), za każdym razem analizował czy dany ruch opłacalny byłby z punktu widzenia polityki wewnętrznej. I tak np. Tarczę Eufratu przeprowadzono na ok. pół roku przed referendum z 2017 r. w sprawie zmiany tureckiej konstytucji mającej wprowadzić system prezydencki. Tureckie wojska utknęły wtedy pod miastem Al Bab, ale ostatecznie udało im się zakończyć operację na kilka tygodni przed referendum, co znacznie podbiło notowania Erdogana i tym samym dało zwycięstwo systemowi prezydenckiemu w wyborczym referendum.

Operacje Turcji na syryjskim terytorium podbijały zresztą nie tylko popularność Erdogana w kraju, ale także na arenie międzynarodowej. Erdogan od wielu lat lansuje w świecie arabski swój wizerunek jako obrońcy wszystkich muzułmanów. Kto natomiast jest większym obrońcą ummy niż ten kto w obronie swoich braci w wierze łapie za miecz? Nie jest przypadkiem, że np. w arabskich dzielnicach Jerozolimy czasami częściej można spotkać flagi tureckie niż palestyńskie.

Interwencje w Syrii stały się ogromnym atutem zwłaszcza teraz, gdy władza AKP zaczęła się chwiać. Najpierw w 2018 r. w Turcji doszło do załamania gospodarczego, a za winnych sytuacji uznano polityków AKP. W rezultacie wybory samorządowe w 2019 r. de facto wygrała opozycyjna CHP – przejmując władzę w Stambule (gdzie w latach 90. burmistrzem był Erdogan). Jakby tego było mało, dawni sojusznicy Erdogana zaczęli „wychodzić z szafy” i zakładać własne partie polityczne, które celują w ten sam elektorat co AKP – Ahmet Davutoğlu w grudniu 2019 r. założył „Partię Przyszłości”. Biorąc pod uwagę, że problemy tureckiej gospodarki mają charakter strukturalny, a AKP jest niezdolna do samodzielnego uzdrowienia sytuacji, Erdogan postanowił wybrać łatwiejszą ścieżkę do odbudowania swojego wizerunku. Zaostrzając retorykę wobec Syrii, Erdogan próbuje odwrócić uwagę Turków od realnych problemów a kraju – taka strategia przynosi mieszane skutki, bo o ile nie pozwala na wzrost poparcia Erdogana ponad pewien pułap to jednocześnie umacnia jego poparcie wśród „rdzenia” elektoratu AKP oraz gwarantuje poparcie ze strony nacjonalistycznej MHP, z którą AKP jest w koalicji.

Sprawa Idlib ma także znaczenie dla tureckiej strategii bezpieczeństwa. Otóż Turcja nie może pozwolić sobie na przyjęcie kolejnego miliona uchodźców, a szacuje się, że właśnie tyle osób uciekłoby do Turcji, gdyby Asad zdobył tę prowincję. Turcja – zwłaszcza w obecnej sytuacji gospodarczej – nie ma po prostu pieniędzy na przyjecie tak dużej liczby osób. Wątpliwe także, żeby Turkom udało się tak łatwo jak wcześniej zmusić UE do wyłożenia pieniędzy na syryjskich uchodźców. Teoretycznie Turcy mogliby przesiedlić mieszkańców Idlib np. na tereny Tarczy Eufratu, jednak w praktyce jest to niemożliwe ze względu na niedostatki infrastruktury na tych terenach. Dodatkowo dochodzi także czynnik dżihadystyczny. Przez lata SAA pozwalała rebeliantom z różnych „worków” porozrzucanych po całej Syrii bezpiecznie wyjeżdżać do Idlib (słynne tzw. „zielone autobusy”) – sporą cześć ewakuowanych stanowią radykałowie. Nikt nie wie co stałoby się z nimi po upadku Idlib. Istnieje ryzyko, że część z nich chciałaby przedostać się do Turcji, na co TSK nie może pozwolić. Dlatego bufor jakim jest Idlib jest Turkom nie tyle potrzebny, co wręcz niezbędny.

Putin, przyjacielu…

W całej sprawie dotyczącej ostatniej ofensywy SAA bardzo ciekawy jest czynnik rosyjski. W 2019 r. na łamach miesięcznika pojawił się mój artykuł zatytułowany „Doktryna Primakowa a Bliski Wschód”, w którym wyłożyłem podstawy rosyjskiej polityki wobec Regionu. W artykule postawiłem hipotezę, że rosyjska polityka “grania na wielu fortepianach “(co było główną przyczyną spektakularnych sukcesów rosyjskiej „wojującej dyplomacji”) będzie musiała się w końcu skończyć, a Rosja będzie ostatecznie zmuszona stanąć jednoznacznie po którejś ze stron konfliktów, w które się zaangażowała. Wydaje się, że w Syrii właśnie osiągnęliśmy taki moment wyboru.

Ostatnie wydarzenia w Idlib ewidentnie wskazują, że Rosja opowiedziała się po stronie Damaszku – jednocześnie próbując zachować wąsko otwartą furtkę dla dyplomacji z Turcją. Osobiście mam jednak pewne wątpliwości co do tego czy rosyjski wybór był samodzielny.

Zwróćmy uwagę bowiem, że ofensywa Asada wyraźnie przyspieszyła po śmierci Solejmaniego i wizycie Alego Mamlouka w Iranie. Prawdopodobnie nigdy nie poznamy szczegółów rozmów syryjsko-irańskich jakie miały miejsce w owym czasie, ale mimo wszystko postawiłbym tutaj dość śmiałą hipotezę. Otóż moim zdaniem w Iranie, po śmierci Solejmaniego, trwa całkowita przebudowa kadry odpowiedzialnej za kierunek syryjski i iracki. Nie chodzi o zmianę strategii jako takiej, ale raczej środków do jej realizacji. Mamlouk najprawdopodobniej przekonał Irańczyków do wsparcia ofensywy na Idlib, obiecując im coś w zamian (pytanie co?). Jeśli to okazałoby się prawdą, to Rosjanie otrzymali propozycję nie do odrzucenia – udzielić wsparcia syryjskiej ofensywie lub stanąć z boku patrząc na to jak stronnictwo pro-irańskie rośnie w siłę. Przyjmują taki rozwój wydarzeń – jak mi się wydaje – wszystko ułożyłoby się w całość: Putin pojawił się w Syrii 8 stycznia przedstawiając Asadowi turecką propozycję zawieszenia broni, Asad (czekający na wynik rozmów Mamlouka z Irańczykami) próbował zwodzić Putina –> 10 stycznia Rosja i Turcja ogłosiły zawieszenie broni, które jednak nie przetrwało, gdyż Asad (dysponując już poparciem Iranu) postanowił kontynuować ofensywę. Warto zauważyć, że udział pro-irańskich bojówek w obecnym walkach pod Aleppo jest pierwszym ich użyciem w większej operacji wojskowej od końcówki 2018 r. – gdy w maju 2018 r. USA wycofały się z JCPOA Iran, licząc na turecką pomoc w obejściu sankcji, znacznie złagodził swoje stanowisko wobec Erdogana i poczynań pro-tureckich rebeliantów.

Iran natomiast ma swoje powody, żeby poprzeć Asada w walce o Idlib. Im bowiem szybciej padnie ta prowincja, tym szybciej Damaszek zajmie się terenami na północ od Eufratu, gdzie stacjonują wojska amerykańskie. Nie chodzi tu wcale o ofensywę przeciwko siłom USA-SDF, bo to byłoby samobójstwem, lecz o osiągnięcie porozumienia politycznego z Kurdami, które pozwoliłoby zakończyć amerykańską obecność w północnej Syrii. Pamiętajmy bowiem, że po śmierci Solejmaniego Iran za cel numer jeden postawił sobie całkowite wyrzucenie Amerykanów z regionu. Być może to tylko propaganda, a być może coś więcej – zwłaszcza, gdy idzie o Syrię i Irak, gdzie Teheran może brać aktywny udział w kształtowaniu polityki wewnętrznej tych krajów.

W tym kontekście (irańskiego zaangażowania w ofensywę w Idlib) warto także zauważyć, że gdy w ostatnich dniach rosyjscy i tureccy dyplomaci nie mogli dojść do porozumienia co do zawieszenia broni, nikt inny jak Teheran zaproponował mediacje między Turkami a Syryjczykami.

Pamiętajmy jednak, że to tylko moja hipoteza, która jest nie do obrony bez znajomości treści prywatnych rozmów Putin-Asad i Mamlouk-Irańczycy.

Zresztą istnieje druga, mniej kontrowersyjna teoria, że to faktycznie Rosjanie stoją za ostatnią ofensywą SAA, gdyż uważają że dalsza obecność wojsk tureckich w Idlib utrwala tylko status quo i prowadzi do stagnacji w negocjacjach między rządem a rebeliantami. Poparcie Rosji dla Asada w tym scenariuszu opiera się na założeniu, że Turcja nie będzie gotowa do bezpośredniej konfrontacji z wojskami Asada, bojąc się zbyt dużych strat własnych.

Skoro mówimy o opcjach, to – moim zdaniem – można nakreślić tutaj także trzeci scenariusz. Otóż za ofensywą na Idlib stoi sam Asad, który poczuł się po prostu zbyt pewny po upadku tzw. “wybrzuszenia Morek” i wzięcia tam w okrążenie tureckiego posterunku obserwacyjnego. Ta opcja wydaje mi się jednak mało prawdopodobna, bo nie tłumaczy ona skąd tak duże irańskie zaangażowanie pod Aleppo – Teheran mógłby przecież nie robić nic i tylko obserwować rozwój sytuacji w Idlib tak jak robił to przez ostatnie ok. 1,5 roku.

Ali Mamlouk i Ali Shamkhani, sekretarz irańskiej Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, odpowiedzialny za koordynację współpracy z Rosją i Syrią, źródło: IRNA

Stary przyjaciel

Pomijając moją hipotezę dotyczącą irańskiego wpływu na ostatnią ofensywę SAA, warto zwrócić uwagę, jak na rosyjsko-turecki spór wokół Idlib zareagował Waszyngton. Otóż, zarówno po obu atakach na żołnierzy TSK (3 i 10 lutego), Amerykanie potępili działania Syrii i Rosji, stwierdzając że „stoją po stronie swojego natowskiego sojusznika” i że popierają tureckie prawo do samoobrony. 11 lutego w Turcji, na rozmowy z Turkami w sprawie Idlib, przybył także Jim Jeffrey, specjalny wysłannik USA ds. Syrii.

Moim zdaniem w sposób oczywisty Amerykanie próbują wykorzystać rosyjsko-tureckie niesnaski do całkowitego rozbicia współpracy między Moskwą a Ankarą. Amerykańskie słowa padają na podatny grunt, bo w Turcji narasta fala oporu przeciwko partnerstwu z Rosją. W wielu kręgach zwraca się uwagę na to, że współpraca ta miała mieć charakter tymczasowy i stanowić przede wszystkim przeciwwagę dla krytycznych uwag Zachodu wobec Turcji jakie pojawiły się po próbie puczu z 2016 r. Partnerstwo z Rosją nie miało natomiast stać się jednym z wyznaczników tureckiej polityki zagranicznej – a do tego zmierza ostatni rozwój wydarzeń.Przeciwnicy współpracy z Rosją wskazują, że Ankara niepotrzebnie zaczęła się zbytnio „spoufalać” z Rosją, co może w pewnym momencie było opłacalne (np. podczas operacji Gałązka Oliwna), jednak z czasem zaczęło być zbyt dużym ciężarem, który zaczął blokować kolejne tureckie operacje np. ostatnia operacja przeciwko SDF zakończyła się całkowitą klapą, a Rosjanie zmusili Turków do zatrzymania ataku.

Część tureckich komentatorów wskazuje także, że Rosjanie są słabym partnerem, który de facto nie kontroluje swoich „klientów”, podając za przykład ostatnią kuriozalną sytuację z Khalifą Haftarem na czele. Otóż w styczniu, przed konferencją w Berlinie, Sarraj i Haftar pojawili się w Moskwie. Rosja i Turcja zgodziły się zmusić obie strony libijskiego konfliktu do podpisania zawieszenia broni. Sarraj, pod turecką presją złożył swój podpis pod dokumentem bez większych problemów. Jednak Haftar przez kilkanaście godzin zwodził Rosjan, po czym po angielsku opuścił Moskwę, ośmieszając Putina.

Jednak całkowite zerwanie rosyjsko-tureckiej współpracy wydaje się mało prawdopodobne – oba kraje łączy bowiem coś więcej niż tylko zaangażowanie w Syrii. W ostatnich latach Rosja i Turcja znacznie zacieśniły swoje relacje gospodarcze. Turcja jest obecnie całkowicie uzależniona od importu rosyjskich surowców energetycznych – w rezultacie czego jej bilans handlowy z Rosją jest ujemny i wynosi ok. 18 mld dolarów. Rosjanie budują pierwsza turecką elektrownię atomową w Akkuyu. Dodatkowo najliczniejszą grupę zagranicznych turystów w Turcji stanowią właśnie Rosjanie – w 2019 r. aż 7 milionów Rosjan odwiedziło Turcję wydając w tutejszych kurortach ok. 4 mld dolarów.

Istnieje obawa, że gdyby Turcja zaczęła zmniejszać priorytet swoich relacji z Rosją i przechodzić na stanowiska bardziej pro-amerykańskie, Rosja mogłaby zacząć utrudniać Turcji import surowców energetycznych czy np. zakończyć budowę elektrowni w Akkuyu. Takie ruchy dla tureckiej gospodarki, która nadal nie „wygrzebała” się ze starych problemów, mogłyby okazać się bardzo niebezpieczne.

Osobiście uważam, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy Turcja faktycznie przyjmie rękę, która w jej kierunku wyciąga Waszyngton. Zmęczenie coraz większymi problemami we współpracy z Rosją to jedno, a zbliżające się wybory prezydenckie w USA to druga kwestia.

Wydaje mi się, że to właśnie widmo amerykańskich wyborów prezydenckich pod koniec 2020 r. sprawi, że Turcja będzie bardziej skłonna rozwiązać teraz swój spór z USA  – zwłaszcza ten narosły wokół S-400. Erdogan wyraźnie czuje, że Trump jest osobą, z którą można dogadać się na warunkach kompromisowych, unikając tym samym furii Kongresu i unikając sankcji – przede wszystkim gospodarczych. Osiągnięcie porozumienia powinno być tym łatwiejsze, że Trump walczy o reelekcję i bardzo przydałby mu się sukces w relacjach z Turcją, relacjach (które jak twierdzi sam Trump) zniszczył prezydent Obama.

Prezydenci Erdogan i Putin, 2017 r., źródło: kremlin.ru

Możliwe scenariusze

Moim zdaniem nie ulega wątpliwości, że Turcja jest zdeterminowana do utrzymania co najmniej częściowej władzy nad Idlib. Upadek tej prowincji oznaczałby nie tylko poważne problemy dla bezpieczeństwa wewnętrznego Turcji, ale także ogromny cios dla wizerunku Erdogana i notowań AKP. Osobiście uważam, że Turcja jest gotowa także na bezpośrednią konfrontację z armią Asada, jednak uważa tę opcję za ostateczną, z której skorzysta dopiero gdy wszelkie rozmowy z Moskwą całkowicie się załamą i nie będzie już innej opcji zakończenia sprawy polubownie. Podkreślmy jednak, że bezpośrednia konfrontacja z SAA miałaby najprawdopodobniej charakter ograniczony głównie do terenów Idlib i północnego Aleppo (tereny Tarczy Eufratu). Szanse na to, że doszłoby do pełnoskalowej wojny Turcji z Syrią są bardzo bardzo niskie.

Turcy prawdopodobnie nie ograniczą się w swoich zabiegach dyplomatycznych tylko do prób rozwiązania sytuacji za pośrednictwem Rosji. Bardzo prawdopodobne, że w ciągu najbliższych dni Turcy spróbują zatrzymać Asada przy pomocy irańskich mediacji.

Jakkolwiek sama konfrontacja TSK z SAA jest możliwa, to już spełnienie ultimatum Erdogana przez Asada (tj. wycofanie się na pozycje sprzed ofensywy) wydaje się całkowicie wykluczone. Nawet jeśli TSK zorganizowałoby ofensywę przeciwko SAA, to prawdopodobnie na tyłach frontu czekałyby już oddziały rosyjskiej żandarmerii, których sama obecność zatrzymałaby dalszy pochód Turków. W ten sposób część ziem zajętych przez SAA prawdopodobnie nigdy nie wróci już pod kontrole rebeliantów – nawet w przypadku konfrontacji między turecką armią a SAA.

Póki co Assad zdaje się być bardzo pewny swego i nie traktować tureckich gróźb na serio. To prawdopodobnie zachowanie samego Asada jest największą barierą, która nie pozwala na zawarcie kolejnego zawieszenia broni. Im dłużej Turcy wahają się z rozpoczęciem operacji wojskowej przeciwko SAA, tym głębiej w terytorium Idlib wojska Asada będą się wbijać.

Przy planowaniu swoich ruchów przeciwko SAA Turcy muszą być jednak niezwykle ostrożni. Otóż za linią wroga nadal znajdują się załogi punktów obserwacyjnych okrążonych przez SAA. W przypadku tureckiego ataku na pozycje SAA, te posterunki stałyby się łatwym celem dla Asada, a tureccy żołnierze w nich przebywający zakładnikami w turecko-syryjskiej rozgrywce.

Moim zdaniem najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, w którym dojdzie do ograniczonej konfrontacji turecko-syryjskiej. Udział tureckiej armii ograniczy się jednak prawdopodobnie tylko do namierzania celów dla artylerii i lotnictwa. Natomiast natarcia przeciwko SAA będą przeprowadzały rebelianckie ugrupowania pro-tureckie oraz dzihadystyczne, które w ostatnich dniach otrzymały tony nowego sprzęty prosto z tureckich magazynów. Nie liczyłbym jednak na to, że sponsorowana przez Turków kontrofensywa doprowadzi do jakichś wielkich zdobyczy terytorialnych – ze względu na wspomnianą rosyjską żandarmerię. Moim zdaniem, w najbardziej optymistycznym scenariuszu dla Turków, rebeliantom uda się zepchnąć SAA w kilku miejscach za autostradę M5, a następnie w drodze negocjacji z Damaszkiem (za pośrednictwem Rosji i Iranu) doprowadzić do ustanowienia wspólnej kontroli nad fragmentami tej strategicznej trasy.

Tego, że Turcja nie odpowiada obecnie na ostrzał pozycji TSK, nie uznawałbym za słabość. Turcja nie chce eskalować napięcia na linii z Moskwą, gdyż kooperacja turecko-rosyjska wykracza daleko poza teatr syryjski. Jednak Turcja, przyparta do muru i zmuszona do obrony Idlib lub poddania tej prowincji wojskom Asada, nie cofnie się przed konfrontacją z Damaszkiem. Jak bardzo Turcja uznaje konfrontację z Asadem za realną, najlepiej świadczą ogromne posiłki, które wjechały do Idlib w ciągu ostatnich kilkunastu dni.

Sytuacja w Idlib budzi wiele pytań, na wiele z których – póki co – nadal nie ma odpowiedzi. Jedno jest jednak pewne, jeśli ktoś myślał że syryjska wojna domowa już nikogo nie zaskoczy, to bardzo się pomylił.

Dołącz do Patronów bloga!

Dołącz do grona Patronów bloga i uzyskaj dostęp Strefy dla Patronów. W każdy weekend na biurkach moich Patronów pojawia się przegląd prasy, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie w minionym tygodniu. Patroni otrzymują także wczesny dostęp do wszystkich treści przeze mnie tworzonych. Na Facebooku istnieje specjalna grupa dyskusyjna dla Patronów Pulsu Lewantu, gdzie wstawiam zakulisowe materiały oraz organizuję tzw. “Wolne Czwartki”.

TOMASZ RYDELEK

TOMASZ RYDELEK

Autor, założyciel Pulsu Lewantu

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Tomasz Rydelek

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Archiwum

error: Nie tym razem, Michale! Ta zawartość jest chroniona!