Puls Lewantu – twoje źródło wiedzy o Bliskim Wschodzie

Blog poświęcony szeroko rozumianej tematyce Bliskiego Wschodu. Polityka, gospodarka, historia, społeczeństwo.

Est. 2018

Dlaczego Chiny nie wypełnią próżni po USA na Bliskim Wschodzie?

by | Jul 27, 2021 | Afganistan i 40 lat wojny, Bagdadzka Perspektywa, Bliski Wschód | 0 comments

Pod moim ostatnim tekstem o końcu misji bojowej USA w Iraku wiele osób napisało, że próżnię po Amerykanach szybko wypełnią Chińczycy. Ten sam argument jest zresztą używany w stosunku do sytuacji w Afganistanie. Część osób zdaje się uważać, że Pekin tylko czeka na odwrót USA z regionu Bliskiego Wschodu, aby momentalnie zająć miejsce Amerykanów i stworzyć nowy, chiński Bliski Wschód. Takie myślenie to błąd. Chinom nie spieszy się na Bliski Wschód, a lokalni bliskowschodni przywódcy sami starają się trzymać Chińczyków na dystans.

Bliskowschodnia polityka Pekinu

Pekin od lat jest aktywny na Bliskim Wschodzie. Ma to związek przede wszystkim z potrzebami chińskiej gospodarki, która uzależniona jest od bliskowschodnich surowców energetycznych. Aż 45% importowanej przez Chiny ropy naftowej pochodzi właśnie z Bliskiego Wschodu.

Pekin traktuje Bliski Wschód jako strategicznego partnera i dlatego stara się zacieśniać współpracę zarówno z bogatymi monarchiami Zatoki, jak i Iranem. W efekcie prowadzi to do sytuacji, w której chińscy dyplomaci muszą lawirować między współpracą z Saudami a ich arcywrogami, irańskim ajatollahami.

Pewną anomalią jest fakt, że Chiny, dla których cieśnina Ormuz ma tak strategiczne znaczenie, nie posiadają własnej bazy wojskowej, która broniłaby swobody żeglugi na tym obszarze, który przecież jest stałym punktem rywalizacji saudyjsko-irańskiej. Otóż brak chińskich żołnierzy na Bliskim Wschodzie wynika z zimnej kalkulacji Pekinu.

Chiny nie potrzebują baz wojskowych w regionie, bo są głównym beneficjentem amerykańskiej architektury bezpieczeństwa istniejącej na Bliskim Wschodzie. To właśnie dzięki temu, że US Navy zapewnia swobodę żeglugi w Zatoce Perskiej, Chiny mogą bezpiecznie importować ogromne ilości surowców energetycznych z regionu. Obecność amerykańskich wojsk w poszczególnych krajach arabskich, zapewnia zaś bezpieczeństwo chińskim inwestycjom.

Pekin w pełni rozumie, że jest – jak określił to prezydent Obama – „free riderem”, korzystającym z „dobrodziejstw” amerykańskiej obecności militarnej w regionie. Mało tego, Chiny wielokrotnie aktywnie wspierały amerykańskie działania w regionie np. głosując za rezolucją RB ONZ nr 1441, która stała się uzasadnieniem do amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 r., za co Amerykanie dopuścili Chińczyków do kontraktów na iracką ropę naftową. Obecnie chińskie firmy są zaangażowane w prace na irackich polach naftowych, które odpowiadają za ok. 59% irackiego wydobycia ropy naftowej. W ten sposób Chiny, obok Iranu, stały się głównym beneficjentem obalenia przez Amerykanów reżimu Saddam Husajna.

Paradoksalnie, ze wszystkich teatrów amerykańsko-chińskiej rywalizacji, Bliski Wschód jest tym regionem świata, w którym interesy obu mocarstw są w zasadzie zgodne. Zarówno Chinom, jak i USA zależy na stabilności rynku surowców energetycznych i utrzymaniu swobody żeglugi.

Dlatego Chińczycy przyglądają się odwrotowi USA z Bliskiego Wschodu z pewnymi obawami. W opinii Pekinu zmniejszenie amerykańskiego zaangażowania w regionie może zdestabilizować region i zakłócić ruch na szlakach handlowych, co w efekcie może zablokować import bliskowschodnich surowców energetycznych do Chin. To miałoby katastrofalne skutki dla chińskiej gospodarki.

Pekin obawia się w szczególności tego, że zwijanie się amerykańskiej obecności wojskowej z regionu, wymusi na Chinach wprowadzenie własnych wojsk do regionu. Pekin musiałby przestać być „free riderem” i musiałby zacząć dokładać się do ochrony swobody żeglugi. Chińczycy uważają, że wysłanie swoich wojsk na Bliski Wschód – pełny różnych animozji (nie tylko saudyjsko-irańskich) – doprowadzi do wciągnięcia Chin w regionalne rozgrywki polityczne i osłabi korzyści gospodarcze jakie Pekin czerpie z kontaktów z Bliskim Wschodem. Nikt nie może przecież liczyć, że np. chińska interwencja w Afganistanie skończyłaby się lepiej niż uprzednie interwencje brytyjskie, radzieckie czy amerykańskie w tym kraju.

Arabowie są sceptyczni co do współpracy z Chińczykami

Dużym problemem dla intensyfikacji chińskich kontaktów z Bliskim Wschodem są także sami arabscy przywódcy, którzy podchodzą sceptycznie do kontaktów z Pekinem. Z jednej strony są oni zainteresowani zacieśnianiem współpracy gospodarczej z Chinami, jednak często robią to z czystego wyrachowania, próbując w ten sposób grać „chińską kartą” w swoich własnych rozgrywkach z Waszyngtonem. Tak robi np. Arabia Saudyjska, która używa swojej współpracy z Chinami jako swoistego lewara w relacjach z Ameryką – szczególnie było to widać, gdy saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman znalazł się w ogniu krytyki po zabójstwie Dżamala Chaszukdżiego.

Władze innych krajów natomiast jawnie sprzeciwiają się intensyfikacji współpracy z Pekinem. Dobrym przykładem jest tutaj Irak. Jeszcze w 2019 r., za rządów premiera Mahdiego, Irak zawarł umowę o 20-letniej współpracy z Chinami. Na jej podstawie 20% irackiej ropy miało być eksportowane do Chin, a w zamian za to Pekin miał wziąć udział w odbudowie Iraku ze zniszczeń wojennych. Umowa jednak nigdy nie weszła w życie. Kilka miesięcy później premier Mahdi został odsunięty od władzy, a zastąpił go pro-amerykański premier Kadhimi, który sceptyczny jest wobec jakiekolwiek współpracy z Pekinem.

O niechęci Kadhimiego do współpracy z Chińczykami świadczy najlepiej przykład z West Qurna 1, jednego z największych irackich pól naftowych. Amerykański Exxon Mobil, który posiada 32,7% udziałów w West Qurna 1 ogłosił kilka tygodni temu, że chce wycofać się z projektu. Amerykanie zaproponowali swoje udziały chińskiemu przedsiębiorstwu państwowemu, PetroChina. Iracki rząd momentalnie interweniował, blokując tę umowę. Kadhimi ogłosił, że udziały Exxon Mobil musi wykupić inna amerykańska firma. Sprzedaż udziałów Chińczykom jest całkowicie wykluczona. Kadhimi stwierdził, że jeśli jeśli ostatecznie Exxon Mobil nie znajdzie innego, amerykańskiego kupca, to ich udziały odkupi państwowa firma, Basra Oil. Wszystko po to, aby blokować Chińczyków.

Podsumowanie

Podsumowując, Chińczycy zainteresowani są głównie współpracą gospodarczą z krajami Bliskiego Wschodu. Obecność wojskowa USA w regionie im nie przeszkadza, bo US Navy broniąc swobody żeglugi w Zatoce, chroni także import bliskowschodnich surowców energetycznych do Chin. Oczywiście Chińczycy są świadomi, że w sytuacji konfliktu amerykańsko-chińskiego, Amerykanie mogliby zamknąć strategiczne dla Chin cieśniny Ormuz czy Bab al Mandab, jednak ryzyko to Pekin stara się minimalizować zacieśniając współpracę z KSA, ZEA, Iranem i Katarem, głównymi dostawcami surowców energetycznych na rynek chiński.

Pekin postrzega wycofywanie się Amerykanów z Bliskiego Wschodu oczywiście jako szansę na bardziej intensywne kontakty gospodarcze i wojskowe z lokalnymi graczami. Jednocześnie jednak Pekin obawia się, że wycofywanie się Amerykanów zmusi Chińczyków do rozmieszczenia swoich sił w regionie, do czego Chińczycy nie są zbyt chętni, bo boją się że mogłoby to niepotrzebnie wciągnąć Chiny w bliskowschodnie konflikty, które przez dekady kosztowały Amerykanów miliardy dolarów. Pekin nie chce natomiast powielać amerykańskich błędów w regionie.

Jednocześnie Chińczycy zmagają się ze stałą nieufnością ze strony niektórych graczy np. Iraku, który za rządów premiera Kadhimiego blokuje chińskie inwestycje w tym kraju. Inni gracze, jak np. Arabia Saudyjska, próbują natomiast wykorzystać Chińczyków do swoich własnych rozgrywek z Waszyngtonem.

Dołącz do Patronów bloga!

Dołącz do grona Patronów bloga i uzyskaj dostęp Strefy dla Patronów. W każdy weekend na biurkach moich Patronów pojawia się przegląd prasy, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie w minionym tygodniu. Patroni otrzymują także wczesny dostęp do wszystkich treści przeze mnie tworzonych. Na Facebooku istnieje specjalna grupa dyskusyjna dla Patronów Pulsu Lewantu, gdzie wstawiam zakulisowe materiały oraz organizuję tzw. “Wolne Czwartki” (Q&A).

TOMASZ RYDELEK

TOMASZ RYDELEK

Autor, założyciel Pulsu Lewantu

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Tomasz Rydelek

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Archiwum

Dołącz do ummy (arab. wspólnota) budującej Puls Lewantu i zyskaj dostęp do wielu korzyści: zamknięta grupa na FB, cotygodniowe przeglądy prasy, sesje Q&A, wczesny dostęp do artykułów i wiele więcej. Szczegóły w linku poniżej.