Puls Lewantu – twoje źródło wiedzy o Bliskim Wschodzie

Blog poświęcony szeroko rozumianej tematyce Bliskiego Wschodu. Polityka, gospodarka, historia, społeczeństwo.

Est. 2018

Atak na amerykańską ambasadę

by | Jan 1, 2020 | Bagdadzka Perspektywa, Bliski Wschód | 0 comments

We wtorek 31 grudnia 2019 r. tłum – złożony z członków pro-irańskich frakcji PMU (niektórzy w mundurach, lecz bez broni palnej) zaatakował amerykańską ambasadę w Bagdadzie. Sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Tłum sforsował zewnętrzną bramę i wdarł się do jednego z budynków, a pozostałe zaczął obrzucać koktajlami Mołotowa, wywołując tym samym pożar w kompleksie. Wszystko to odbywało się przy biernej postawie irackich sił bezpieczeństwa, które dopiero w kilka godzin później zaczęły przywracać porządek. Atak na amerykańską ambasadę nie był przypadkowy, lecz był jasną demonstracją siły ze strony stronnictwa pro-irańskiego w Iraku.

Nalot

Atak na ambasadę był odpowiedzią na amerykański nalot na pozycje Kata’ib Hezbollah (KaH) – jednej z pro-irańkich milicji, które wchodzą w skład PMU. Dokładne straty KaH nie są znane, ale prawdopodobnie wynoszą ok. 30 zabitych i 50 rannych. W ataku zginął także Abu Ali Khazali, kuzyn Qaisa Khazaliego (głównodowodzący AAH, blisko związany z Irańczykami, objęty amerykańskimi sankcjami, jego oddziały oskarżane są o rozbijanie protestów na południu Iraku). Abu Ali był dowódcą 1. Pułku 45. Brygady KaH. Tyle wystarczy do zrozumienia ataku na ambasadę, a dla lepszego zrozumienia motywów nalotu polecam mój tekst, pisany o tych wydarzeniach na gorąco – “Amerykanie atakują pro-irańską milicję w Iraku”.

Pro-irański tercet

Amerykański nalot został potępiony przez niemal wszystkie ugrupowania irackiej sceny politycznej jako naruszający iracką suwerenność. Wyraźnie dało się wyczuć także rzadkie poczucie solidarności wśród irackich polityków np. Muktada as Sadr stwierdził, że jest gotów na współpracę z pro-irańskim Fatahem w celu wydalenia – legalnymi środkami – amerykańskiego kontyngentu. Jeśli takie “legalne środki” zawiodłyby, Sadr oznajmił że byłby gotów pójść nawet dalej.

Na stanowiskach potępiających się jednak nie skończyło. Wobec Amerykanów zaczęto wysuwać także groźby. Członkowie Kata’ib Hezbollah, w specjalnie wydanym oświadczeniu, wezwali Irakijczyków do przygotowania się do “nowego rozdziału chwalebnej walki o wyrzucenie amerykańskich wrogów ze świętej ziemi [Iraku]”. Sam szef KaH (a jednocześnie wiceszef PMU), Abu Mahdi al Muhandis, był dużo bardziej enigmatyczny, stwierdzając, że odpowiedź na amerykańską agresję będzie “ostra”.

Amerykanie nie musieli długo się zastanawiać co oznaczają słowa Muhandisa. Odpowiedź nadeszła 31 grudnia 2019 r., w dwa dni po amerykańskim nalocie. Tego dnia w Bagdadzie miał odbyć się pochód żałobny ku pamięci bojowników KaH. Duża część zebranych ubrana była w mundury różnych pro-irańskich frakcji PMU. Na czele pochodu szła trójka de facto najważniejszych liderów pro-irańskiego stronnictwa w Iraku:

  • Hadi al-Amiri – szef Organizacji Badr i lider drugiej największej irackiej partii al-Fatah;
  • Qais Khazali – szef milicji Asa’ib Ahl al-Haq, kuzyn Abu Aliego Khazaliego, który zginał w nalocie;
  • Abu Mahdi al-Muhandis – szef KaH, wiceszef PMU.

Wśród zebranych dostrzec można było przez pewien moment także Faliha Fayyada, szefa PMU oraz członka Narodowej Rady Bezpieczeństwa przy premierze Mahdim. Nie jest jednak jasne, czy Fayyad wziął udział w wydarzeniach, które miały rozegrać się wkrótce po rozpoczęciu żałobnego pochodu – moim zdaniem nie, zdjęcia opublikowane na jego profilu wskazują, że gdy tłum szturmował ambasadę USA, Fayyad znajdował się na drugim brzegu rzeki Tygrys. Być może Fayyad nie brał nawet udziału w tym samym pochodzie co wymienione wyżej pro-irańskie trio, lecz w zupełnie innym wiecu, który także odbywał się tego dnia w Bagdadzie.

Qais Khazali.png
Qais Khazali i Abu Mahdi Muhandis podczas pochodu żałobnego, źródło: Twitter
Amiri.png
Hadi Amiri i Qais Khazali, także podczas pochodu żałobnego, źródło: Twitter

Nasz człowiek

Pochód żałobny, na czele którego szli Amiri, Khazali i Muhandis szybko zamienił się w grupę szturmową, gdy zebrani przekroczyli punkty kontrolne u wejścia do tzw. Zielonej Strefy, gdzie mieszczą się irackie urzędy centralne i zagraniczne przedstawicielstwa dyplomatyczne. Już wtedy Amerykanie zdali sobie sprawę, że są w niebezpieczeństwie i że nie mogą liczyć na lokalne siły bezpieczeństwa zabezpieczające Strefę. Dlaczego?

Zielona Strefa (ZS) jest najlepiej zabezpieczonym obszarem w całym Iraku. Do ZS nie można wejść “od tak”, lecz potrzebna jest do tego specjalna przepustka. Zwykle, gdy grupa protestujących zbliża się do ZS, siły bezpieczeństwa nie wahają się przed użyciem siły – tak robiono np. wobec Irakijczyków, którzy od listopada protestują na placu Tahrir.

Jednak pochód Amiriego, Khazaliego i Muhandisa potraktowano inaczej, nikt ich nie przeszukał, ani nawet nie zatrzymał. Kilkusetosobowa grupa weszła do Zielonej Strefy przy całkowicie biernej postawie sił bezpieczeństwa zabezpieczających ten teren.

Wydaje się, że ten fakt stosunkowo łatwo wytłumaczyć. Otóż ochroną ZS zajmują się 56 i 57. Brygada, które wspólnie tworzą tzw. “Specjalną Dywizję” (nie mylić z ISOF-em, czyli siłami specjalnymi, tzw. “Złotą Dywizją”). Specjalna Dywizja wchodzi formalnie w skład irackiej Armii, lecz – podobnie jak np. ISOF – podlega bezpośrednio Premierowi. Do niedawna Specjalną Dywizją dowodził gen. Karim Al-Tamimi (delegowany z ISOF-u jeszcze za czasów Abadiego), lecz na kilka dni przed amerykańskim nalotem został on odwołany do ISOF-u, gdzie miał objąć stanowisko szefa sztabu, które – po październikowym transferze gen. Saadiego z ISOF-u do Ministerstwa Obrony (co doprowadziło do pierwszej fali anty-rządowych protestów) – pozostawało nieobsadzone.

Nowym dowódcą Specjalnej Dywizji został generał Abu Muntadhar al-Husseini, dotychczasowy doradca Premiera Mahdiego do spraw PMU, który posiada ścisłe powiązania z irańskim gen. Solejmanim z IRGC. Ciężko stwierdzić na ile jest to prawdopodobne, ale zdaniem jednego z irackich oficjeli, z którym rozmawiali dziennikarze Alhurra tv, że to właśnie Solejmani naciskał na osobę Husseiniego, jako nowego dowódcy Specjalnej Dywizji.

Ta roszada zdaje się wyjaśniać dlaczego tłum wymachujący flagami różnych pro-irańskich frakcji nie został zatrzymany przed wejściem do Zielonej Strefy.

Konwój z żołnierzami ISOF-u, źródło: Twitter

Deja vu

Wkrótce po wejściu na teren Zielonej Strefy tłum zaczął atakować amerykańską ambasadę. W ruch poszły koktajle Mołotowa, a zebranym udało się nawet zdobyć jeden z budynków kompleksu, w którym kontrolowane są osoby wchodzące na teren ambasady. Na zajętym budynku szybko wywieszono flagi Kata’ib Hezbollah i innych frakcji PMU. Natomiast na okolicznych murach szybko wypisano antyamerykańskie i pro-irańskie hasła – jeden z napisów głosił nawet “Solejmani moim przywódcą”. Przebywający wówczas w ambasadzie pracownicy musieli być przerażeni widząc ten tłum, wykrzykujący pro-irańskie hasła na cześć Chameiniego – zwłaszcza, że siły bezpieczeństwa z “Specjalnej Dywizji” nie zrobiły nic, aby załagodzić sprawę. Całe zajście bardziej przypomniało Teheran w 1979 r., gdy irańscy studenci zaatakowali amerykańską ambasadę.

Dopiero po kilku godzinach na miejscu pojawili się członkowie ISOF-u, których obecność przekonała zebranych do wycofania się z amerykańskiego kompleksu. Co jednak charakterystyczne ISOF wcale nie użył wobec zebranych siły – która jest niemal dowolnie stosowana wobec protestujących na placu Tahrir w Bagdadzie, czy w innych miastach południowego Iraku. Mało tego, pod ambasadą pojawił się nawet zastępca szefa połączonych sztabów gen. Abdul Ameer Rasheed Yarallah, który osobiście próbował przekonać zebranych do wycofania się z kompleksu.

Ostatecznie protestujący ulegli perswazji gen. Yasrallaha i ISOF-u i wycofali się kilkanaście metrów przed kompleks. Wkrótce ludzie z PMU zaczęli tutaj rozbijać namioty i organizować punkty pierwszej pomocy. Wyglądało na to, że to nie koniec. Jednak nad ranem, 1 stycznia 2020 r., dowództwo PMU wydało oświadczenie, w którym wezwało swoich członków do opuszczenia Zielonej Strefy. Wkrótce pierwsze grupki zaczęły opuszczać teren.

Protesters Attempt To Storm U.S. Embassy In Baghdad | WDIY
Członkowie PMU na dachu budynku amerykańskiego kompleksu, który przejęli

Quo vadis?

Atak na amerykańską ambasadę nie był przypadkowy – wręcz przeciwnie, był on ściśle skoordynowany między PMU a Specjalną Dywizją. Ludzie podlegli gen. Husseiniemu, odpowiadającemu za ochronę Zielonej Strefy, musieli uprzednio wiedzieć że pro-irański pochód będzie chciał wejść na teren Strefy i otrzymać jasny zakaz ich zatrzymywania.

Atak po raz kolejny pokazał napięcia jakie istnieją w PMU między różnymi stronnictwami. Zdjęcia z pochodu nie wskazują, aby brał w nim udział Fayyad, czyli szef PMU. Prawdopodobnie nie był on także świadom planów swojego zastępcy – Muhandisa. Konflikt między oboma Panami staje się coraz bardziej jaskrawy i niestety wydaje się, że to właśnie Muhandis bierze w nim górę – więcej o roli PMU we współczesnym Iraku pisałem tutaj.

Ciężko także nie zauważyć kryzysu jaki ogarnął Irak po dymisji premiera Mahdiego, która nastąpiła 1 grudnia w wyniku fali protestów, które nadal targają południowym Irakiem. Od tamtej pory poszczególne partie polityczne nadal nie doszły do porozumienia kto powinien zostać następcą Mahdiego. Co prawda pro-irański Fatah zaproponował na to stanowisko Asaada Eidaniego, gubernatora Basry, oskarżanego o korupcję. Jednak prezydent Salih stwierdził, że szybciej sam poda się do dymisji niż powierzy misję utworzenia rządu Eidaniemu. Funkcję tymczasowego Premiera nadal pełni Mahdi, jednak nie ma on już żadnego realnego wpływu na to co dzieje się w kraju, który stopniowo ogarnia anarchia.

Moim zdaniem atak na amerykańską ambasadę miał być pokazem siły ze strony Irańczyków, wskazującym że jeśli Amerykanie nadal będą starać się działać na szkodę interesów Teheranu w Iraku, to Iran jest gotów na wymianę ciosów – tym bardziej, że taka wojna “proxy” prowadzona na terenie sąsiedniego kraju nie kosztuje Irańczyków zbyt wiele – w przeciwieństwie do Amerykanów, dla których każda eskalacja w Iraku może zakończyć się fatalnym skutkiem dla wielu projektów realizowanych przez Waszyngton w regionie. Tłum zwerbowany z członków PMU nie chciał przejąć ambasady, chciał wyłącznie zademonstrować Amerykanom, że jest do tego zdolny.

Amerykanie jeszcze przed atakiem na ambasadę (tj. gdy przyznali się do nalotu na pozycje PMU), znaleźli się na rozdrożu. Zarówno Sadryści, jak i pro-irański Fatah zapowiadają chęć wypowiedzenia Amerykanom umowy, na podstawie której stacjonują oni obecnie na terenie Iraku. Jeśli faktycznie doszłoby do takiego scenariusza, to jak domek z kart mogłoby paść wiele projektów realizowanych przez Amerykanów. Przede wszystkim amerykański kontyngent w Syrii zostałby de facto odcięty i zdany na łaskę Turcji, a utrzymywanie ścisłej współpracy z kurdyjską autonomią w Iraku także mogłoby stać się niemożliwe.

Aby wyjść z punktu, w którym Amerykanie znaleźli się po lekkomyślnym ataku na PMU, potrzeba dużo opanowania i mądrości. Niestety wątpię jednak, aby w Białym Domu, który prowadzi skrajnie anty-irańską politykę, doszło do jakiejkolwiek autorefleksji na temat polityki wobec Iraku.

Sam nalot na pozycje PMU niekoniecznie był złym pomysłem, jednak przyznanie się do niego było całkowitą głupotą. Rywalizacja między USA a Iranem w Iraku charakteryzuje się pewnym dysonansem. Iran wykorzystuje do tej rywalizacji swoje “proxy”, od których momentalnie może się odciąć, gdy te np. rzekomo ostrzeliwują amerykańskie bazy w Iraku. Tymczasem Waszyngton używa w tej walce własnych żołnierzy i w dodatku otwarcie się do tego przyznaje. Tak nie da się wygrać konfrontacji z Irańczykami. Jeśli Biały Dom tego nie zrozumie, to 2020 przejdzie do historii jako rok, w którym Amerykanie zostali wyrzuceni z Iraku.

Dołącz do Patronów bloga!

Dołącz do grona Patronów bloga i uzyskaj dostęp Strefy dla Patronów. W każdy weekend na biurkach moich Patronów pojawia się przegląd prasy, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie w minionym tygodniu. Patroni otrzymują także wczesny dostęp do wszystkich treści przeze mnie tworzonych. Na Facebooku istnieje specjalna grupa dyskusyjna dla Patronów Pulsu Lewantu, gdzie wstawiam zakulisowe materiały oraz organizuję tzw. “Wolne Czwartki”.

TOMASZ RYDELEK

TOMASZ RYDELEK

Autor, założyciel Pulsu Lewantu

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Tomasz Rydelek

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Archiwum

error: Nie tym razem, Michale! Ta zawartość jest chroniona!