Puls Lewantu – twoje źródło wiedzy o Bliskim Wschodzie

Blog poświęcony szeroko rozumianej tematyce Bliskiego Wschodu. Polityka, gospodarka, historia, społeczeństwo.

Est. 2018

Amerykanie opuszczają część baz w Iraku

by | Mar 21, 2020 | Bagdadzka Perspektywa, Bliski Wschód | 0 comments

Amerykanie przekazali kontrolę nad bazą koalicji w Al Kaim irackiej armii. To tylko jeden z elementów szerszej akcji relokacyjnej, którą mają wkrótce przejść amerykańskie wojska stacjonujące w Iraku. Następne w kolejce do opuszczenia mają być bazy pod Mosulem i Kirkukiem. Wszystko to odbywa się w sytuacji, w której bazy koalicji regularnie znajdują się pod ostrzałem rakietowym ze strony pro-irańskich milicji wchodzących w skład PMU. Czy opuszczanie pomniejszych baz to na pewno dobry ruch, czy może Amerykanie mogą w inny sposób zapanować nad rozzuchwalonymi oddziałami PMU?

#Zostań_w_domu i #Czytaj_Puls_Lewantu

Farewell to Al Qaim

We wtorek, w bazie Al Kaim, położonej tuż obok syryjsko-irackiej granicy odbyła się niecodzienna uroczystość. Oto amerykański generał Vincent Barker oficjalnie przekazał kontrolę nad bazą irackiej armii. Amerykanie co prawda pozostaną na jej terenie jeszcze przez pewien czas, ale tylko do momentu w którym zabiorą z niej cały swój sprzęt, czyli pewnie tylko przez kilka dni.

Baza w al Kaim to nie jedyna lokalizacja, którą wkrótce opuszczą Amerykanie – relokację sił i opuszczenie kolejnych baz zapowiedział już rzecznik sił koalicyjnych, Myles B. Caggins III. Nieoficjalnie mówi się, że następne w kolejce są: baza lotnicza w Qayyarah (tzw. Q-West) oraz baza K-1 pod Kirkukiem.

Wszystko to odbywa się w bardzo gorącej atmosferze – od zeszłego tygodnia dochodzi do regularnych ataków rakietowych wymierzonych w bazy koalicji. W jednym z tych ataków, na bazę Taji pod Bagdadem, 11 marca, zginęło dwóch amerykańskich żołnierzy i jeden brytyjski. Amerykanie próbują odpowiadać na te ataki, nalotami wymierzonymi w pozycje pro-irańskich frakcji Sił Mobilizacji Ludowej (PMU) – w szczególności na Kata’ib Hezbollah (uznany przez Waszyngton za organizację terrorystyczną). Jednak amerykańskie naloty zamiast odstraszać PMU, tylko zaostrzają sytuację i wręcz zachęcają do kolejnych ataków przeciwko siłom koalicji.

Obiad, podczas uroczystości przekazania kontroli nad bazą w Al Kaim Irakijczykom, źródło: U.S. Army

Relokacja: słowo tygodnia

Relokacja swoich sił przez USA i koalicję świadczy o dwóch rzeczach. Przede wszystkim Amerykanie przygotowują się na to, że starcia z elementami PMU nie będą sporadyczne, lecz staną się wkrótce stałym elementem towarzyszącym amerykańskiej obecności w Iraku. Jednocześnie Amerykanie boją się poważnej eskalacji tj. sytuacji, w której ataki rakietowe mogłyby przekształcić się w regularne walki – a w takiej sytuacji małe bazy (tak jak ta w al Kaim, gdzie znajduje się zaledwie 300 Amerykanów) miałyby ogromny problem z samodzielną obroną. Dlatego też Amerykanie stawiają na konsolidację swoich sił w większych bazach i wzmocnienie obrony takich lokalizacji. W szczególności chodzi o wzmocnienie obrony przeciwlotniczej – Amerykanie nie posiadają w Iraku żadnej baterii Patriot (najbliższe rozmieszczone są w Kuwejcie, jednak gdy Pentagon chciał je przesunąc do Iraku, Bagdad zaczął protestować).

Sprawa relokacji amerykańskich wojsk w Iraku ma dwa wymiary: bezpieczeństwa oraz polityczny. Z punktu widzenia bezpieczeństwa garnizonów rozmieszonych w małych bazach, opuszczenie takich baz jak w Al Kaim jest jak najbardziej słuszne. Problem jednak polega na tym, że z punktu widzenia politycznego jest to strzał w kolano.

Zwycięstwo zuchwałości

Opuszczając al Kaim, Amerykanie utracili dogodną lokalizację, skąd łatwo mogli monitorować ruchy pro-irańskich frakcji PMU i IRGC, które “grasują” (bo ciężko nazwać inaczej uprawiany tam przez nich proceder) po obu stronach syryjsko-irackiej granicy – to właśnie al Kaim jest jednym z głównych punktów tranzytowych irańskiego sprzętu, który trafia następnie do Syrii i Libanu. Oczywiście, w dobie dzisiejszych osiągnięć technologicznych, można się kłócić że ruchy te monitorować można także z oddali np. dronami, sterowanymi z baz Asad czy Taji. Jednak sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Przede wszystkim władze irackie często okresowo uziemiają koalicyjne siły powietrzne – takie zabiegi Bagdadu stały się popularne zwłaszcza po dojściu do władzy premiera Mahdiego i izraelskich (?) nalotach na pozycje PMU jeszcze w 2019 r. oraz zabójstwie Solejmaniego przez Amerykanów.

Dodatkowo pojawia się kwestia skomplikowanych stosunków etniczno-religijnych na ziemiach opuszczanych przez Amerykanów. Okolice al Kaim to tereny sunnickie, które w ostatnim czasie znalazły się pod butem PMU. Kontrola irackiej armii nad tymi terenami jest raczej symboliczna, a większość władzy skupiają tutaj w swoich rękach różnorakie grupy PMU. Iracka armia oraz amerykański garnizon były dotychczas jedynymi oddziałami, gdzie miejscowa ludność szukała oparcia – którego i tak często nie otrzymywała, lecz przynajmniej żyła jakąś nadzieją. Teraz zabraknie nawet tej nadziei.

Co prawda, można się kłócić, że Amerykanie i tak nie mieli efektywnych narzędzi do walki ze szmuglem i haraczami wymuszanymi przez PMU. Będzie to w zasadzie prawda, jednak całkowite wycofanie się z al Kaim – gdy w Taji giną Amerykanie – zostanie odebrane wśród PMU jako pierwsze zwycięstwo na drodze do celu jaki stronnictwo pro-irańskie obrało sobie po zabójstwie Solejmaniego – tj. całkowite pozbycie się Amerykanów z Iraku.

Opuszczenie tak strategicznego miejsca jak Al Kaim w żaden sposób nie sprawi, że ataków przeciwko siłom koalicji w Iraku będzie mniej. Paradoksalnie najprawdopodobniej będzie na odwrót – “upadek” Al Kaim tylko zaostrzy apetyty pro-irańskich frakcji.

Sytuacji nie zmienią też amerykańskie naloty odwetowe (do których już de facto dochodzi), gdyż są one zbyt przewidywalne (celami są niemal wyłącznie bojownicy Kata’ibu Hezbollah) oraz mają zbyt symboliczny wymiar (wymierzone są najczęściej w pomniejsze magazyny).

Jedna z lokalizacji KaH zaatakowanych przez USA w zeszłym tygodniu, źródło: The Departament of Defense

Tragedia Sunnitów

Co gorsza, baza w Al Kaim to nie jedyna lokalizacja, którą Amerykanie mają opuścić w najbliższym czasie. Następne w kolejce mają być bazy Q-West oraz K-1. Są to kolejne strategiczne pozycje – w szczególności duże znaczenie miałoby opuszczenie bazy K-1, położonej pod Kirkukiem, którego nieuregulowany status jest punktem zapalnym w relacji między rządem w Bagdadzie a Kurdami.

Takie sygnały są bardzo niebezpieczne, bowiem jeszcze w zeszłym miesiącu, Amerykanie próbowali uregulować swoją obecność w Iraku w ten sposób, że zmniejszą liczebność kontyngentu i opuszczą bazy położone na terenach szyickich. Okazało się jednak, że najprawdopodobniej będzie zupełnie na odwrót – Amerykanie opuszczą najmniejsze bazy, położone w strategicznych lokalizacjach, głównie na terenach sunnickich (Al Kaim, Q-West) i mieszanych arabsko-kurdyjskich (K-1). Ta szybka zmiana “strategii” świadczy o jednym – jak w Waszyngtonie po 2011 r. nie było spójnej polityki względem Iraku, tak nie ma jej i teraz.

Najbardziej ucierpią na tym sunnici, którzy de facto już teraz mają problemy z zapewnieniem sobie jako takiej ochrony przed bezprawiem PMU – wiele osób, które występuje przeciwko PMU spotyka się z oskarżeniami o wspieranie IS. Na względny spokój mogą liczyć tylko ci sunnici, którzy zamieszkują ośrodki miejskie, do których nie wpuszczono PMU np. Mosul, który wyzwalany był wyłącznie przez iracką armię.

Irakmapa
Lokalizacja baz, które Amerykanie mają wkrótce opuścić, źródło: produkcja własna

“Amerykański kowboj” z Nadżafu

Amerykanie nie są w stanie sami zapanować nad bojówkami PMU. To nie jest 2003 r. Irak jest suwerennym krajem (przynajmniej teoretycznie) i Amerykanie nie mogą, przebywając w Iraku na zaproszenie Bagdadu, nagle rozpocząć szeroką kampanię wymierzoną w PMU. To czego Amerykanom obecnie potrzeba to twardy iracki sojusznik, który – z pomocą Waszyngtonu – byłby w stanie złapać PMU “za wszarz” i wreszcie podporządkować ich władzy Bagdadu, tym samym ograniczając wpływy Teheranu. Być może takim sojusznikiem mógłby być Adnan al-Zurufi, któremu prezydent Salih powierzył ostatnio misję utworzenia nowego rządu.

Zurufi, to były gubernator Nadżafu, a obecnie parlamentarzysta z ramienia stosunkowo pro-zachodniej partii Nasr (arab. Zwycięstwo), której przewodzi były premier Abadi. Zurufi wsławił się swoim sporem z Sadrem, który rozpoczął się jeszcze w 2004 r., gdy Zurufi (już będący gubernatorem Nadżafu) wraz z Amerykanami starał się zwalczać sadrystowską Armię Mahdiego prowadzącą wojnę partyzancką na ulicach Nadżafu i na południu Iraku. Zurufi znany jest także ze swoich kontrowersyjnych metod, które stosował podczas zarządzania Nadżafem. Warto także wspomnieć, że Zurufi przez wiele lat mieszkał w USA oraz co ciekawe posiada amerykańskie obywatelstwo.

Wątpliwe, aby Zurufi byłby w stanie “ukręcić łeb” wpływom PMU w Iraku. Jednak być może mógłby on doprowadzić do zatrzymania ataków na amerykańskie wojska.  Problem jednak polega na tym, że sam Zurufi nie zdziała zbyt wiele, będzie potrzebował potężnego sojusznika. Nie wiadomo natomiast czy Amerykanie w ogóle rozpatrują scenariusz udzielenia Zurufiemu wsparcia, bo ten – gdy jeszcze był gubernatorem Nadżafu – zwracał się już o pomoc dla Amerykanów w rozwoju tego świętego miasta oraz o otwarcie amerykańskiego konsulatu, a Amerykanie odrzucili wówczas jego propozycję współpracy. Poza tym epidemia koronawirusa w USA sprawia, że podjęcie jakichkolwiek decyzji długofalowych na kierunku irackim będzie w najbliższym czasie prawdopodobnie niemożliwe.

Od lewej: prezydent Salih oraz Zurufi, źródło: Kancelaria Prezydenta Iraku

Dołącz do Patronów bloga!

Dołącz do grona Patronów bloga i uzyskaj dostęp Strefy dla Patronów. W każdy weekend na biurkach moich Patronów pojawia się przegląd prasy, czyli podsumowanie najważniejszych wydarzeń na Bliskim Wschodzie w minionym tygodniu. Patroni otrzymują także wczesny dostęp do wszystkich treści przeze mnie tworzonych. Na Facebooku istnieje specjalna grupa dyskusyjna dla Patronów Pulsu Lewantu, gdzie wstawiam zakulisowe materiały oraz organizuję tzw. “Wolne Czwartki”.

TOMASZ RYDELEK

TOMASZ RYDELEK

Autor, założyciel Pulsu Lewantu

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Tomasz Rydelek

Absolwent prawa na WPiA Uniwersytetu Łódzkiego (2019). Od 2018 r. prowadzi kolumnę poświęconą sprawom Bliskiego Wschodu w miesięczniku Układ Sił. W 2018 r. krótko współpracował z War History Online, jednym z największych portali zajmujących się tematyką historii wojskowości. Ostatecznie postanowił jednak poświęcić się własnym projektom, zakładając w 2018 r. bloga Puls Lewantu. Oprócz obecnej sytuacji na Bliskim Wschodzie interesuje się głównie historią brytyjskiego kolonializmu oraz nowożytnego Iraku.

Archiwum

error: Nie tym razem, Michale! Ta zawartość jest chroniona!